sobota, 7 marca 2015

Rozdział 9

   Muzyka do rozdziału, polecam bardzo gorąco! :D klik



- Powiesz mi w końcu gdzie jedziemy? - jęknęłam uderzając o zagłówek fotela.
- Jesteś jedną z tych dziewczyn, które muszą wszystko wiedzieć, racja? - zaśmiał się, jednak wciąż był skupiony na drodze.
- Niestety. - prychnęłam i spojrzałam na licznik. Wskazywał 220 km/h/

220 km/h

- Człowieku, zwolnij! Zabijesz nas! - podskoczyłam nagle na fotelu. Jakim cudem dopiero teraz poczułam taką szybkość?
- Kobieto, spokojnie. Te trzy cyferki na liczniku to dla mnie poziom podstawowy.
Rozszerzyłam oczy jeszcze bardziej.
- Nawet nie próbuj wyższego poziomu. - zadrżałam.
- Ale przynajmniej przestałaś pytać gdzie jedziemy. - mruknął.
Kolejny raz prychnęłam i opadłam plecami z powrotem na fotel. Nie miałam zamiaru patrzeć w boczną szybę, bo na samą myśl robiło mi się niedobrze, dlatego pozostało mi wpatrywanie w przednią. 
Jechaliśmy już prawie pół godziny, a znajdowaliśmy się na jakimś totalnym odludziu.
No, przynajmniej to mogę zarejestrować z rozmazanego obrazu przede mną.
- Louis? - zaczęłąm spokojnie.
- Hm?
- Wiesz co? Wszyscy mówią o tym jakim draniem jesteś. Praktycznie każdy kogo spotkałam. - na jego czole pojawiła się dosyć zauważalna zmarszczka. - Ale...wydaje mi się, że niektórzy za mało cię znają. Na przykład ja; poznałam Cię trochę lepiej i...jesteś naprawdę...spoko. Można nawet powiedzieć, że się kumplujemy. Nie ważne, chciałam tylko uświadomić ci, że ja nie myślę ja inni. - bawiłam się palcami z zażenowania. Nie chciałam, aby traktował mnie jak wszystkich...
pojrzał krótko w moją stronę, po czym wrócił wzrokiem przed siebie.
- Zalazłem nie raz ludziom za skórę. Myślę, że mają podstawy, aby tak o mnie mówić. - rzucił. - Ale cieszę się, że ty sądzisz inaczej. - uśmiechnął się.
Odwzajemniłam jego gest i do końca podróży się nie odzywałam.
   Kiedy się zatrzymaliśmy, Louis wysiadł pierwszy, okrążył samochód i jak dżentelmen, otworzył mi drzwi. Wysiadłam, a on zamknął pojazd za pomocą kluczyków i alarmu. Na dworze było już ciemno, więc miejsce, w którym się znajdowaliśmy było oświetlone jedynie przez lampy.
- Chodź. - złapał mnie za rękę, co wywołało na moim ciele ciarki.
Szliśmy w ciszy. Próbowałam dostrzec jakieś szczególne znaki, gdzie się znajdujemy, ale mój słaby wzrok i ciemność nie dawały za wygraną. Wiem, że jest bardzo przyjemnie. Idziemy po czymś miękkim, co musi być trawą. - Jesteśmy na miejscu. Nie wiedziałam o co chodzi, póki nie spojrzałam w dół.
- O mój Boże! - krzyknęłam i dosłownie wpadłam na klatkę piersiową Tomlinsona.
 - Spokojnie, nie zrzucę Cię. - zachichotał. Zarumieniłam się i oddaliłam od niego.
- Po co do cholery przywiozłeś mnie, żeby oglądać klif? - zaskamlałam. I tak, miałam lęk wysokości.
- Siadaj. - polecił.
- C-co?
- Siadaj. - powtórzył. Niepewnie usiadłam na skraju przepaści. Moje nogi zwisały. Po chwili szatyn również spoczął koło mnie. - Teraz spójrz w górę.
Tak jak kazał, uniosłam głowę ku górze.
Wow.
Spostrzegłam gwiazdy migające na niebie. Pośród nich znajdował się nieruchomy księżyc. Takiego widoku zdecydowanie nie można zobaczyć stojąc na nogach, w jakimkolwiek momencie.
- To...piękne. - szepnęłam jakby sama do siebie.
- Widzisz ten las poniżej? - zapytał. Zmrużyłam oczy, by wreszcie dostrzec drzewa. Pokiwałam na "tak". - Wiąże się z nim pewna historia. Chcesz posłuchać?
- Pewnie
- A więc...pewien mężczyzna, który był alkoholikiem, wiele razy zawodził swoją dziewczynę. Ta miała syna z poprzedniego związku, którego na początku on nie potrafił zaakceptować. Zawsze przychodził tu i myślał. W końcu zdecydował, że pogodzi się z tym. iż jego ukochana ma już dziecko, a także oświadczy się jej. Właśnie na tym klifie. - wsłuchiwałam się w każde słowo. -  Szybko pobiegł do jubilera, zakupił najpiękniejszy pierścionek, na jaki było go stać Na następny dzień powiedział dziewczynie, by przyszła tu, a on już będzie na nią czekał. Obiecał sobie, że nie będzie więcej pił.
Jednak w drodze w wyznaczone przez siebie miejsce, nie mógł się powstrzymać i wszedł do baru na trzy kieliszki. Trzy kieliszki za dużo. Gdy przyszedł, był podpity. Aczkolwiek, czekał na przybycie swojej przyszłej narzeczonej. W końcu ta, zjawiła się. Ale nie sama. Przyszła ze swoim synkiem. Miał wtedy 5 lat. Pijak tak ostro zareagował na to, że zlekceważyła jego prośbę i wzięła dziecko, że w przypływie emocji i nietrzeźwego myślenia - zrzucił ją z tego klifu. Ten mały chłopczyk wpatrywał się w to wszystko. Widział śmierć swojej własnej matki.
- Co było potem? - spytałam poruszona opowieścią.
- Potem? Potem uciekł, aż znalazła go kobieta. Znalazł rodzinę zastępczą.
Westchnęłam, a pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. Oparłam głowę na ramieniu Louisa. Wzdrygnęłam się, gdy mnie objął.
Powiewy wiatru stały się coraz chłodniejsze, dlatego lekko zadrżałam.
- Zimno Ci? - spojrzał na mnie. Nawet w tych egipskich ciemnościach mogłam zobaczyć jego morskie źrenice.
-Trochę... - mruknęłam.
Zdjął swoją dżinsową kurtkę i założył mi ją na plecy. Cicho podziękowałam. Siedzieliśmy jeszcze parę minut, gdy chłopak się odezwał:
- Jest już późno. Odwiozę Cię domu. - posmutniałam, ponieważ - cholera tak ciężko mi się do tego przyznać - wcale nie chciałam wracać do domu. Podobało mi się. Niechętnie wstałam i otrzepałam swoje rurki, a potem ruszyłam z szatynem w stronę auta.
   Drga powrotna opierała się na rozmowie o tańcu, którą o dziwo rozpoczął Louis. Streszczałam mu całą moją przygodę z tańcem po raz kolejny. Zaparkował pod moim mieszkaniem i odprowadził pod same drzwi od klatki schodowej.
- Cóż, dzięki. Fajnie się dzisiaj bawiłam.  - powiedziałam, gdy zatrzymaliśmy się pod drzwiami.
- Wiesz, że ja też? Dawno nie byłem w tamtym miejscu. - przyznał/
- W takim razie...do zobaczenia. - weszłam na korytarz, posyłając mu ostatni uśmiech i już miałam wspiąć się na pierwsze schody, lecz Tomlinson chwycił mnie za nadgarstek i przyciągając do siebie, złączył nasze usta. Początkowo nie wiedziałam co robić, ale oddałam pocałunek. Nie trwał on długo, wręcz dziwnie krótko dla mnie.
- Do zobaczenia, Chrisi. - oderwał się ode mnie, a na jego twarzy ukazał się szeroki uśmiech.
Wyszedł z klatki, a ja wciąż oszołomiona, stałam na środku przez następne pięć minut.

~Przeczytałeś/łaś zostaw komentarz.

1 komentarz:

  1. Zajebisty rozdział. Nie mogę się doczekać nn. Życzę dużo weny. Pozdro.

    OdpowiedzUsuń