sobota, 14 lutego 2015

Rozdział 7

   Jechaliśmy w ciszy przez 10 minut. Nie wiem gdzie, ani jak długa będzie podróż. Postanowiłam w końcu zapytać.
- Louis? Gdzie w ogóle są te wyścigi? Znowu na jakimś odludziu? - zaśmiałam się, chcąc rozluźnić trochę atmosferę.
- Nie. W Liverpoolu. - uniósł kąciki ust ku górze
Rozszerzyłam oczy w zdziwieniu, ale nie odezwałam się już. Normalnie jazda samochodem z Londynu do Liverpoolu zajęłaby od czterech do sześciu godzin, jednak z prędkością, którą preferuje Louis i skrótami, jestem pewna, iż na miejscu będziemy już za połtorej godziny.
- Nigdy tam nie byłaś? - zostałam wyrwana z rozmyślania przez głos mojego towarzysza.
- Uh...Mieszkałam tam kiedyś.
- Ach tak? Ile? - zmarszczył brwi.
- Dwa tygodnie. - westchnéłam. Roześmiał się, ale widząc moją minę, zaprzestał.
- Czyli mówiłaś poważnie o tych chujowych przeprowadzkach z ojcem? - odwrócił głowę w moją stronę.
- Niestety. Zaczęło się kiedy...- nie skończyłam wypowiedzi, ponieważ nie planowałam nikomu mówić o mojej rodzinie. Ale chyba za późno.
- Kiedy co?
- Kiedy zmarła moja mama. - powiedziałam na jednym wydechu.
Nie odpowiedział mi na to. Och, oczywiście, że tego nie zrobił. Louis Tomlinson ma wyrażać współczucie? Na co ja liczę, błagam.
Reszta drogi minęła w komfortowej - jak dla mnie - ciszy.
Dotarliśmy tak jak sądziłam, po godzinie i pół. Wybiła równo 21, gdy wyszliśmy z Mustanga. Powitał nas roześmiany Zayn. Najpierw przywitał się z Louisem, a później mnie przytulił i wow. To naprawdę świetny koleś, Mishi ma gust.
- Czy ja o czymś nie wiem? - zapytał nas mulat z głupim uśmieszkiem na ustach. Dopiero po krótkim namyśle zorientowałam się, że mówi o związku z Louisem.
Spojrzeliśmy po sobie z chłopakiem obok mnie i wybuchnęliśmy śmiechem. Dobre, Malik.
- Dojebałeś. - dodał Tomlinson.
Brunet uniósł ręce w obronnym geście i zaprowadził nas do "loży" vipów. Jak miło, nie muszę pchać się w tłumie napalonych lasek i spoconych facetów. Louis nie szedł za nami do końca.
- Zmywam się. Poznajcie się trochę, bo przecież Zayn będzie niedługo mężem twojej przyjaciółki. - zmienił śmiesznie głos, poczym podbiegł zrobić parę rzeczy przy swoim aucie.
Rozmawialiśmy i dogadywaliśmy się w prawie każdym temacie. Myślę, że od Zayna dowiedziałam się o Mishi więcej niż od niej samej! Mam nadzieję, że im się uda.
Tak właśnie zleciał nam czas, a wyścigi wygrał kto? O ironio, Louis Tomlinson!
Stwierdziłam, że nie wytrzymam i pobiegłam załatwić potrzebę w pobliskim lasku.
Już miałam schować się za krzakami, lecz wtedy zostałam zatrzymana przez...
Cholera.
Kto to jest?
Kłopoty Chrisi.
- Witaj, słodka. - przemówił blondyn z uśmiechem na ustach. Koło niego stał chłopak, który był jednakże brunetem. - Nazywam się Ashton. A to jest Calum. - wskazał na swojego kumpla. Stałam tak wryta i tylko zaciskałam usta w cieńką linię.
- Czego chcecie? - zapytałam raczej nie zbyt przyjaźnie.
- Spokojnie, słodka. - Jeszcze raz powie tak do mnie to... - Chcemy pogadać o Twoim ukochanym. - Oczywiście, że mówią o Louisie. Wiedziałam, że wkopie mnie tylko w jakiś bałagan!
- To nie jest mój ukochany. - założyłam ręce na piersi, chcąc wyglądać chociaż trochę pewniej.
- Och, ależ oczywiście, słodka. - przewróciłam oczami. - Dobra, słuchaj. Mamy z nim pewniem układ. Uwierz mi, nie chcesz go znać. Wiele nas ze sobą łączy i to nie są miłe sprawy. Możemy zawrzeć pewną umowę... - zaczął, ale po chwili poczułam rękę na moim ramieniu.
- Co się tu dzieje? - Tomlinson spojrzał groźnie na dwóch mężczyzn. - Szczęścia szukacie?
- Spokojnie Tommo, tylko się poznawaliśmy. - zaśmiał się Ashton.
- Idź gonić jakąś lasię, a od niej się odczep. - schował mnie za swoimi plecami.
- Dokończymy tę rozmowę, słodka. - prychnęłam cicho.
- Chciałbyś. - mruknął Louis. - Chrisi, idź do Zayna.
- Ale...
- Powiedziałem idź! - odwrócił się do mnie i podniódł głos. Nie mam zamiaru się z nim teraz kłócić, więc pobiegłam do Malika.

                                                    ~Louis' POV~

- Posłuchaj mnie, fiucie - skierowałem słowa sykiem w stronę Leddsa. - Może i mam ten cholerny układ z Twoją dziwkowatą siostrunią, którego totalnie nie pojmuję, ale nie mam zamiaru wciągać ją w to bagno z Tobą i moimi rodzicami. To już za wiele.
- Nie chcemy jej to wgłębiać. Mamy inne plany i napewno nie powiemy o nich Tobie. - odezwał się Calum.
- Och, tak? W takim razie ja powiem jej, że ma was walić po jajach jak się spotkacie. - zaśmiałem się.
- Daj spokój, Tomlinson...
- Nie! Jeżeli jeszcze raz zobaczę, że Ty, albo któryś z Twoich cholernych "podwładnych" się do niej zbliży...zniszczę Cię do reszty. Wszystko się skończy, rozumiesz? - syknąłem
Ashton zmrużył oczy i odszedł z Hoodem.
Podeszłem do loży, w której siedział Zayn z Hastings. Nie wiem po chuja zgodziłem się na to gówno. Boję się? Nie, ja się nie boję.
Ale przynajmniej nie jest jedną z tych pustych lalek. Można z nią pogadać. To śmieszne ale chyba ją polubiłem. Jest...spoko.
To nic złego, prawda? Nawet taki sukinsyn jak ja może mieć kumpelę. Fałszywie...ale wciąż kumpelę.
- Co to do kurwy było?! - wrzasnęła zwracając uwagę paru osób.
- Ej! Uspokój się, okej? To długa historia, byliśmy przyjaciółmi, trochę się pokomplikowało i teraz dupek się mści, ale to nic wielkiego.
Oddychała ciężko. Mulat wiedział już pewnie co się wydarzyło i wierzyłem, że mnie nie wyda. Tak szybko...
- Dobra. - wzruszyła ramionami. Pierwszy raz jest taka.
Ale co mnie to? Muszę ją w sobie rozkochać i rzucić, a nie przejmować.
- Chodź. Wracamy. - chwyciłem jej dłoń. Pożegnaliśmy Zayna i odjechaliśmy.

                                                      ~Chrisi's POV~

Kiedy podwiózł mnie pod dom, było po drugiej w nocy. Dalej byłam zła. Nie wiem tak naprawdę czemu, po prostu.
- Spotkamy się jutro? - zapytał
- Mam trening o czternastej. - westchnęłam.
- Przyjadę pod koniec. Jak dzisiaj.
- I co? Znowu wyścigi? Znowu zaczepki Twoich dziwnych znajomych? - wzruszyłam ramionami.
- Zabiorę Cię gdzieś. Nie na wyścigi. Obiecuję. - położył rękę na sercu.
Nie mogłam się nie zaśmiać. Nie umiem, gdy on jest w stanie mnie zawsze rozbawić.
- Dlaczego Ci tak zależy? - zmarszczyłam brwi
- Lubię Cię Hastings - uśmiechnął się.
- Cóż...ja ciebie też lubię. Tomlinson. - oddałam gest.
- W takim razie będę jutro pod halą o 19:20. - nachylił się i złożył delikatny pocałunek na moim policzku. Zszokowana, opuściłam samochód. Moje emocje teraz szalały. Totalnie.
Weszłam do mieszkania i zaświecając światło prawie umarłam na zawał. Na moim łóżku siedziała Mishi. Spoglądała w moją stronę z obojętnym wyrazem twarzy.
- Um...cześć? - szłam w jej stronę. - Lubisz doprowadzać mnie do zawału?
- Gdzie wyszłaś z Louisem? - zapytała dalej tak samo obojętnie
- Uh...byłam z nim na wyścigach? To grzech? Mishi co się stało? - speszyłam się
- Nic. - wstała i zaczęła kierować się do drzwi. Chwila, kowboju!
- Co? Hej, stój! - poderwałam się. Złapałam ją za przedramię i obróciłam w swoją stronę. - Co zrobiłam?
Milczała przez moment, by w końcu zacząć:
- Wyszłaś z treningu, a dobrze wiesz, że liczy się każda minta. Dziewczyno, nie widzisz, że on to robi specjalnie? To dupek, chcę cię wykorzystać!
- Nie, Mishi. Mylisz się. Nie znasz go. Ja to zrobiłam. On nie jest taki za jakiego go masz!
- Dobrze więc. Życzę szczęścia. - i wyszła.
Opadłam na łóżko i zaczęłam obmyślać nad tym wszystkim. Mishi się myliła. Louis jest dobrym chłopakiem.
Chyba.

                                                  ~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam ;D Na początek usprawiedliwiam się nieobecniścią tym, iż byłam na feriach w miejscu gdzie za cholerę nie miałam wi-fi (wyobraźcie sobie tydzień bez internetu, ja jebie). Teraz dodaje, bo dzielnie go pisałam, huh. Dodałam sosów do ff lol. Jak się podoba moi mili to zapraszam do przekazania opinii i na moje drugie opowiadanie "Secret" :')
All the love xx

1 komentarz:

  1. Super rozdział nie mogę się doczekać nexta. Jestem ciekawa co wymyślisz w kolejnym.

    OdpowiedzUsuń