sobota, 28 lutego 2015

Chapter 8

Dzisiaj zaspałam, dlatego na halę dotarłam równo o czternastej, gdzie wszyscy już czekali. Chłopaki się rozgrzewali, a Mishi gdy mnie zobaczyła, od razu zaczęłam kierować się w moją stronę. - Hej. - powiedziała cicho.
- Cześć. - zrzuciłam torbę na podłogę.
- Słuchaj, przepraszam. Nie powinnam tak Cię nachodzić. To twoje życie i robisz co chcesz, ale błagam nie mieszaj w to treningów. To dla nas ważne. Chcemy pokazać Sue, że nie tylko ona potrafi zaskakiwać. Dlatego każda minuta się liczy.
- Rozumiem. Nie powinnam opuszczać żadnej minuty. Wybacz. - uśmiechnęłam się, co odwzajemniła.
Świetnie, bo dzisiaj znowu mam zamiar opuścić halę wcześniej. Brawo, Chrisi.
Wróciłyśmy na środek sali. Fredie włączył muzykę i przerobiliśmy układ, który do tej pory mamy opanowany do perfekcji. Do skończenia zostały nam jeszcze 2 minuty. To brzmi banalnie, ale te dwie minuty to będzie pot, łzy i zgrzytanie zębów, jak było to teraz.
Nagle usłyszeliśmy dzwonek telefonu, a już za chwilę Diego ogłosił przerwę i szybko odebrał komórkę.
Każdy zajął się jakąś czynnością: Ja piłam wodę, Mishi poprawiała koka, a Fred brał tabletki, kiedy usłyszeliśmy głośne "O Boże!"
Prawie zakrztusiłam się napojem. Spojrzeliśmy na mulata, który zakrywał dłonią usta.
- Zaraz tam będę - powiedział łamiącym się głosem i zakończył połączenie.
- Co jest, stary? - zapytał Fred
Chłopak milczał przez chwilę.
- Francesca...przerzuty - wykrztusił. Kim jest Francesca? I czy ja dobrze usłyszałam, że ma przerzuty? - Muszę jechać do szpitala!
- Chodź, zawiozę cię. - rzucił pospiesznie Fredie.
- Przepraszam - rzekł do nas chłopak
- Nie masz za co, jedź szybko i daj znać co z nią! - Mishi przytuliła go na pożegnanie, co zrobiłam też ja.
Po ich wyjściu zaczęłyśmy się przebierać. W drodze powrotnej postanowiłam zapytać co się stało.
- Mishi? - zmarszczyłam brwi i obróciłam głowę w jej stronę
- Hm?
- Kto to Francesca? - poprawiłam swój szalik
- Och...no tak. To siostra Diego. Od roku walczy z wredną białaczką. Od paru miesięcy było lepiej, ale najwidoczniej biedna dziewczyna traci powoli siły. - westchnęła.
- Cholera. - spuściłam głowę.
- Taa...strasznie ją kocha. Została mu tylko ona. Jego rodzice zginęli podczas napadu na na bank. Chłopak ma pechowe życie.
Boże, nie mogę nawet określić jak bardzo jest mi teraz szkoda Mortini'ego. Doskonale wiem co przeżywa.
Wstąpiłyśmy z dziewczyną do Starbucksa, pod pretekstem kupienia cappuccino. Ulżyło mi trochę, ponieważ nie muszę znów wymykać się z treningu i narażać się na złowrogie spojrzenie mojej przyjaciółki.
- Spotykam się dzisiaj z Zaynem. - oznajmiła podekscytowana. - Matko on jest tak słodki!
Zaśmiałam się i pokręciłam głową. Przypomniałam sobie jak na ostatnich wyścigach rozmawiałam z Malikiem. Nie zamierzam jednak zdradzać jej niczego, co o niej mówił, gdyż sam mnie o to poprosił. Może i wydaje się być twardzielem jak Tomlinson, ale w środku jest naprawdę uczuciowym i skrytym chłopakiem.
Wsłuchiwałam się jeszcze dobre pół godziny w opowieści Degree, kiedy w końcu zapytała o coś, co wybiło mnie z tropu.
- A ty? Podoba Ci się Louis? - wzięła łyk swojego napoju.
Rozszerzyłam oczy i zakaszlałam.
- Co? - pisnęłam
- Och, daj spokój. Gdyby było inaczej, nie opuszczałabyś dla niego tamtego treningu. Musi choć trochę Ci się podobać! - wyszczerzyła się
- Nie! Nie ma mowy! Po prostu lepiej się dogadujemy i tyle... - spuściłam głowę
- Jaasne... - przeciągnęła.
Prychnęłam na co ta zachichotała.
- Będę się zbierać, muszę jeszcze zadzwonić do taty. - pomachałam na odchodne i wyszłam z kawiarni.
                                                                       ***
- Chrsi? Nareszcie się odezwałaś! - usłyszałam głos swojego ojca.
- Cześć, tato. Nie przeszkadzam? - spytałam słysząc w tle rozmowy innych oraz dzwoniące telefony.
- Nie, oczywiście, że nie. Opowiadaj co u ciebie! Radzisz sobie? Potrzebujesz pieniędzy? - mój tato może i jest pracoholikiem. Zmieniał nam miejsca zamieszkania, moje szkoły, ale zawsze potrafił zastąpić mi mamę. Kiedy tylko coś się działo, rzucał wszystko i pytał komu zrobisz z życia piekło. I za to właśnie go kocham. Za opiekuńczość.
- Wszystko gra. Aktualnie szukam pracy, ale jeszcze starczy mi na dokładanie się do czynszu i zakupy. Londyn jest świetny, znalazłam tutaj zajęcie i przyjaciół... - mówiłam płynnie
- Cieszę się, że wreszcie jesteś szczęśliwa, skarbie. Wiesz, początkowo nie chciałem, abyś zdała się tylko na siebie, ale teraz widzę, że jesteś warta zaufania i jestem dumny. Kocham Cię.
- Ja też Cię kocham, tatku. - można powiedzieć, że właśnie się wzruszyłam.
- Mam nadzieję. Wyślij mi coś londyńskiego! - zaśmiał się
- Masz to jak w banku. Kończę, pa. Kocham Cię - uśmiechnęłam się do siebie
- Tez Cię kocham. - rozłączyłam się i rzuciłam komórkę na poduszkę. Poszłam wziąć prysznic i zaczęłam przygotowywania do spotkania z Louisem.
   Po odświeżeniu się, nie wiedząc w co się ubrać, postanowiłam wysłać wiadomość do Tomlinsona.


Ja: Powiesz mi gdzie jedziemy? Nie wiem co ubrać x

Wysuszyłam włosy i sprawdziłam czy odpisał.

Louis: Coś seksownego i wygodnego xx

Czyli coś wygodnego.

Wybrałam czerwone rurki, biały top z nadrukiem, a na głowę założyłam beanie. Do kompletu czarne vansy i już.

Ja: PS nie przyjeżdżaj po halę, jestem w domu. 

Nie otrzymałam odpowiedzi, tylko zamiast tego do moich uszu dotarł dźwięk klaksonu. Podbiegłam do okna i zobaczyłam stojący pod moim domem samochód. Po chwili wyszedł z niego niebieskooki.
Uśmiechnęłam się lekko i chowając telefon do kieszeni spodni, zakluczyłam mieszkanie i wyszłam na zewnątrz przez klatkę schodową.
- Szybki jesteś w odbieraniu sms-ów. - zaśmiałam się.
Kiedy do niego podeszłam, złożył pocałunek na moim policzku, przez co oblałam się rumieńcem.
 O mój Boże, on znowu to zrobił.
- Wiele rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz. - uśmiechnął się cwaniacko.
- Mam o tym świadomość. - teraz to on się zaśmiał.
- Miałem coś innego na myśli mówiąc "seksownie", ale tak też wyglądasz dobrze. - puścił mi oczko.
On to naprawdę zrobił.
- Cóż, życie jest brutalne. - pokręcił z uśmiechem głową i otworzył mi drzwi swojego...no tak, Jaguara.
A ja dalej nie wiedziałam ,gdzie mnie zabiera.



                                               _________________________________
                                                                              Hi
                                     Jeśli przeczytałeś/łaś standardowo proszę o komentarz :3
                                      Zapraszam też na "Secret" >>KLIK<<
                                       Love ya xx


                                   

sobota, 14 lutego 2015

Rozdział 7

   Jechaliśmy w ciszy przez 10 minut. Nie wiem gdzie, ani jak długa będzie podróż. Postanowiłam w końcu zapytać.
- Louis? Gdzie w ogóle są te wyścigi? Znowu na jakimś odludziu? - zaśmiałam się, chcąc rozluźnić trochę atmosferę.
- Nie. W Liverpoolu. - uniósł kąciki ust ku górze
Rozszerzyłam oczy w zdziwieniu, ale nie odezwałam się już. Normalnie jazda samochodem z Londynu do Liverpoolu zajęłaby od czterech do sześciu godzin, jednak z prędkością, którą preferuje Louis i skrótami, jestem pewna, iż na miejscu będziemy już za połtorej godziny.
- Nigdy tam nie byłaś? - zostałam wyrwana z rozmyślania przez głos mojego towarzysza.
- Uh...Mieszkałam tam kiedyś.
- Ach tak? Ile? - zmarszczył brwi.
- Dwa tygodnie. - westchnéłam. Roześmiał się, ale widząc moją minę, zaprzestał.
- Czyli mówiłaś poważnie o tych chujowych przeprowadzkach z ojcem? - odwrócił głowę w moją stronę.
- Niestety. Zaczęło się kiedy...- nie skończyłam wypowiedzi, ponieważ nie planowałam nikomu mówić o mojej rodzinie. Ale chyba za późno.
- Kiedy co?
- Kiedy zmarła moja mama. - powiedziałam na jednym wydechu.
Nie odpowiedział mi na to. Och, oczywiście, że tego nie zrobił. Louis Tomlinson ma wyrażać współczucie? Na co ja liczę, błagam.
Reszta drogi minęła w komfortowej - jak dla mnie - ciszy.
Dotarliśmy tak jak sądziłam, po godzinie i pół. Wybiła równo 21, gdy wyszliśmy z Mustanga. Powitał nas roześmiany Zayn. Najpierw przywitał się z Louisem, a później mnie przytulił i wow. To naprawdę świetny koleś, Mishi ma gust.
- Czy ja o czymś nie wiem? - zapytał nas mulat z głupim uśmieszkiem na ustach. Dopiero po krótkim namyśle zorientowałam się, że mówi o związku z Louisem.
Spojrzeliśmy po sobie z chłopakiem obok mnie i wybuchnęliśmy śmiechem. Dobre, Malik.
- Dojebałeś. - dodał Tomlinson.
Brunet uniósł ręce w obronnym geście i zaprowadził nas do "loży" vipów. Jak miło, nie muszę pchać się w tłumie napalonych lasek i spoconych facetów. Louis nie szedł za nami do końca.
- Zmywam się. Poznajcie się trochę, bo przecież Zayn będzie niedługo mężem twojej przyjaciółki. - zmienił śmiesznie głos, poczym podbiegł zrobić parę rzeczy przy swoim aucie.
Rozmawialiśmy i dogadywaliśmy się w prawie każdym temacie. Myślę, że od Zayna dowiedziałam się o Mishi więcej niż od niej samej! Mam nadzieję, że im się uda.
Tak właśnie zleciał nam czas, a wyścigi wygrał kto? O ironio, Louis Tomlinson!
Stwierdziłam, że nie wytrzymam i pobiegłam załatwić potrzebę w pobliskim lasku.
Już miałam schować się za krzakami, lecz wtedy zostałam zatrzymana przez...
Cholera.
Kto to jest?
Kłopoty Chrisi.
- Witaj, słodka. - przemówił blondyn z uśmiechem na ustach. Koło niego stał chłopak, który był jednakże brunetem. - Nazywam się Ashton. A to jest Calum. - wskazał na swojego kumpla. Stałam tak wryta i tylko zaciskałam usta w cieńką linię.
- Czego chcecie? - zapytałam raczej nie zbyt przyjaźnie.
- Spokojnie, słodka. - Jeszcze raz powie tak do mnie to... - Chcemy pogadać o Twoim ukochanym. - Oczywiście, że mówią o Louisie. Wiedziałam, że wkopie mnie tylko w jakiś bałagan!
- To nie jest mój ukochany. - założyłam ręce na piersi, chcąc wyglądać chociaż trochę pewniej.
- Och, ależ oczywiście, słodka. - przewróciłam oczami. - Dobra, słuchaj. Mamy z nim pewniem układ. Uwierz mi, nie chcesz go znać. Wiele nas ze sobą łączy i to nie są miłe sprawy. Możemy zawrzeć pewną umowę... - zaczął, ale po chwili poczułam rękę na moim ramieniu.
- Co się tu dzieje? - Tomlinson spojrzał groźnie na dwóch mężczyzn. - Szczęścia szukacie?
- Spokojnie Tommo, tylko się poznawaliśmy. - zaśmiał się Ashton.
- Idź gonić jakąś lasię, a od niej się odczep. - schował mnie za swoimi plecami.
- Dokończymy tę rozmowę, słodka. - prychnęłam cicho.
- Chciałbyś. - mruknął Louis. - Chrisi, idź do Zayna.
- Ale...
- Powiedziałem idź! - odwrócił się do mnie i podniódł głos. Nie mam zamiaru się z nim teraz kłócić, więc pobiegłam do Malika.

                                                    ~Louis' POV~

- Posłuchaj mnie, fiucie - skierowałem słowa sykiem w stronę Leddsa. - Może i mam ten cholerny układ z Twoją dziwkowatą siostrunią, którego totalnie nie pojmuję, ale nie mam zamiaru wciągać ją w to bagno z Tobą i moimi rodzicami. To już za wiele.
- Nie chcemy jej to wgłębiać. Mamy inne plany i napewno nie powiemy o nich Tobie. - odezwał się Calum.
- Och, tak? W takim razie ja powiem jej, że ma was walić po jajach jak się spotkacie. - zaśmiałem się.
- Daj spokój, Tomlinson...
- Nie! Jeżeli jeszcze raz zobaczę, że Ty, albo któryś z Twoich cholernych "podwładnych" się do niej zbliży...zniszczę Cię do reszty. Wszystko się skończy, rozumiesz? - syknąłem
Ashton zmrużył oczy i odszedł z Hoodem.
Podeszłem do loży, w której siedział Zayn z Hastings. Nie wiem po chuja zgodziłem się na to gówno. Boję się? Nie, ja się nie boję.
Ale przynajmniej nie jest jedną z tych pustych lalek. Można z nią pogadać. To śmieszne ale chyba ją polubiłem. Jest...spoko.
To nic złego, prawda? Nawet taki sukinsyn jak ja może mieć kumpelę. Fałszywie...ale wciąż kumpelę.
- Co to do kurwy było?! - wrzasnęła zwracając uwagę paru osób.
- Ej! Uspokój się, okej? To długa historia, byliśmy przyjaciółmi, trochę się pokomplikowało i teraz dupek się mści, ale to nic wielkiego.
Oddychała ciężko. Mulat wiedział już pewnie co się wydarzyło i wierzyłem, że mnie nie wyda. Tak szybko...
- Dobra. - wzruszyła ramionami. Pierwszy raz jest taka.
Ale co mnie to? Muszę ją w sobie rozkochać i rzucić, a nie przejmować.
- Chodź. Wracamy. - chwyciłem jej dłoń. Pożegnaliśmy Zayna i odjechaliśmy.

                                                      ~Chrisi's POV~

Kiedy podwiózł mnie pod dom, było po drugiej w nocy. Dalej byłam zła. Nie wiem tak naprawdę czemu, po prostu.
- Spotkamy się jutro? - zapytał
- Mam trening o czternastej. - westchnęłam.
- Przyjadę pod koniec. Jak dzisiaj.
- I co? Znowu wyścigi? Znowu zaczepki Twoich dziwnych znajomych? - wzruszyłam ramionami.
- Zabiorę Cię gdzieś. Nie na wyścigi. Obiecuję. - położył rękę na sercu.
Nie mogłam się nie zaśmiać. Nie umiem, gdy on jest w stanie mnie zawsze rozbawić.
- Dlaczego Ci tak zależy? - zmarszczyłam brwi
- Lubię Cię Hastings - uśmiechnął się.
- Cóż...ja ciebie też lubię. Tomlinson. - oddałam gest.
- W takim razie będę jutro pod halą o 19:20. - nachylił się i złożył delikatny pocałunek na moim policzku. Zszokowana, opuściłam samochód. Moje emocje teraz szalały. Totalnie.
Weszłam do mieszkania i zaświecając światło prawie umarłam na zawał. Na moim łóżku siedziała Mishi. Spoglądała w moją stronę z obojętnym wyrazem twarzy.
- Um...cześć? - szłam w jej stronę. - Lubisz doprowadzać mnie do zawału?
- Gdzie wyszłaś z Louisem? - zapytała dalej tak samo obojętnie
- Uh...byłam z nim na wyścigach? To grzech? Mishi co się stało? - speszyłam się
- Nic. - wstała i zaczęła kierować się do drzwi. Chwila, kowboju!
- Co? Hej, stój! - poderwałam się. Złapałam ją za przedramię i obróciłam w swoją stronę. - Co zrobiłam?
Milczała przez moment, by w końcu zacząć:
- Wyszłaś z treningu, a dobrze wiesz, że liczy się każda minta. Dziewczyno, nie widzisz, że on to robi specjalnie? To dupek, chcę cię wykorzystać!
- Nie, Mishi. Mylisz się. Nie znasz go. Ja to zrobiłam. On nie jest taki za jakiego go masz!
- Dobrze więc. Życzę szczęścia. - i wyszła.
Opadłam na łóżko i zaczęłam obmyślać nad tym wszystkim. Mishi się myliła. Louis jest dobrym chłopakiem.
Chyba.

                                                  ~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam ;D Na początek usprawiedliwiam się nieobecniścią tym, iż byłam na feriach w miejscu gdzie za cholerę nie miałam wi-fi (wyobraźcie sobie tydzień bez internetu, ja jebie). Teraz dodaje, bo dzielnie go pisałam, huh. Dodałam sosów do ff lol. Jak się podoba moi mili to zapraszam do przekazania opinii i na moje drugie opowiadanie "Secret" :')
All the love xx