Hiii, wiem, że zawaliłam, ale u mnie koniec semestru i wystawianie ocen = w pizdu kartkówek, sprawdzianów i odpowiedzi, dlatego rozdział pojawia się teraz, kiedy już nic mi nie grozi haha. Standardowo po przeczytaniu zostawcie po sobie komentarz :) Nic nie obiecuję, bo to też zależy od mej supi (xd) weny, ale postaram się dodawać rozdziały co tydzień w soboty ;o Miłego czytanie, buźka! xx
Nic nie powiedziałam, nie odgryzłam się, stałam tam tylko i gapiłam się na odchodzącego chłopaka.
Podsumujmy ostatnie 3 minuty:
Raz: Obserwuje mnie koleś, który robi to dla zabawy, aby mnie wystraszyć.
Dwa: Tym kolesiem okazał się być nie kto inny jak Louis Tomlinson, z którym trzy: Diego poradził mi się nie zaprzyjaźniać.
I cztery: Urzekł mnie swoją cholerną propozycją "Łóżkowych stosunków" przy sporej grupce ludzi.
Podsumowując podsumowanie...
MOJE ŻYCIE WŁAŚNIE ZAMIENIA SIĘ W :
a). Komedię łamane przez Dramat
b). Patrz na "a"
c). Patrz na "b"
Świetny dzień, nieprawdaż?
Jednak mam nadzieję, że już nigdy nie będę miała z nim do czynienia. Nagle ktoś nie zbyt uprzejmie poprosił, żebym "sunęła dupę", więc nie kłócąc się oczywiście, spełniłam prośbę.
Boże, jestem żałosna.
- Co to miało do cholery być? - jęknęła na jednym wydechu Mishi. Otwarłam tylko szerzej oczy i wypuściłam świst z ust.
- Właśnie przeżyłam najgorsze 3 minuty od paru tygodni. - założyłam ręce na piersi, trochę się rozluźniając i patrząc na skąpo ubrane dwie dziewczyny (czyt. dziwki), które właśnie sygnalizowały kierowcom samochodów przy czym również nam, iż wyścig się rozpoczął.
- Żartujesz sobie? To było komiczne! - wyszczerzyła się moja przyjaciółka. - To jak powiedział Ci o...tym! Po prostu szczęka mi opadła! - zaśmiała się, dlatego jej zawtórowałam, bo teraz to faktycznie wydawało się nawet zabawne.
- Ale nie zmienia faktu, że masz trzymać się od niego z daleka. - pierwszy raz usłyszałam poważny głos jednego z chłopaków, lecz o dziwo nie Diego. To był Fredie.
- Um...no tak. Przecież to nic nie było. Nie powtórzy się...- poczułam się trochę jakbym tłumaczyła się po raz kolejny tacie z tego, czemu wróciłam tak późno z imprezy do domu. Co go ugryzło?
- Wyluzuj Fred, tylko żartujemy. - zwróciła uwagę Mishi.
Może Margon nie wydawał się być zbytnio gadatliwy, ale w tej chwili zauważyłam, że chyba nie za bardzo mnie polubił. Wydaje mi się, że boi się, iż mogłabym zajść za daleko z Tomlinsonem, a ten zniszczył by jego marzenie wygrania zawodów, co oczywiście rozumiem. Tylko do tego nigdy nie dojdzie, ponieważ nie spotkam się już z tym dupkiem, to było jednorazowe wyjaśnienie, którego praktycznie nie otrzymałam...ale nie. Ten cały Louis wcale nie tym typem chłopaka, który siedział by w mojej głowie dniami i nocami.
Po godzinie 2 nad ranem, wygranym i nagrodzonym okazał się być pan Tomlinson. Nie zdziwiło mnie to, wszyscy go obstawiali.
Diego i Fredie zapytali się mnie i M czy zostaniemy z nimi na tak jakby "After Party", lecz Degree odmówiła, więc również nie chciałam pójść. Pożegnałyśmy się i z nimi i po zapewnieniu, że nic nam się nie stanie, ruszyłyśmy w stronę mojej ulicy. Postanowiłam zapytać Mishi czy chciałaby u mnie przenocować, aby o tak późnej godzinie nie wracała sama jeszcze parę przecznic dalej. Zgodziła się, co mnie ucieszyło, bo w sumie mam dosyć ciągłego przebywania samej w domu, a poza tym jutro niedziela, co oznacza zamkniętą halę, czyli też brak treningu. Mogłyśmy się wyspać.
- Wiesz...pewnie i tak nic z tym nie zrobimy, bo chłopaki chyba by mnie zabili, ale ucieszyłam się kiedy dzisiaj Louis tak podszedł do Waszej rozmowy. - spojrzałam na nią zdziwionym wzrokiem. - Uh...pomyślisz, że jestem nienormalna i w ogóle, ale miałam taką małą nadzieję, że się polubicie, co było idiotyczne, bo jak ludzie mogą polubić się po 3 minutach dziwnej rozmowy...Ale jednak.
- Dlaczego tak myślałaś? - zapytałam
Milczała przez moment, gdy po chwili nabrała powietrza.
- Bo podoba mi się jego kumpel i...Nie, Chrisi, nie zrobię z siebie kretynki, nie ważne! - zmarszczyła brwi i zarumieniła się. W ciemnościach nie było dobrze tego widać, mimo to, wiedziałam, że to zrobiła.
- Masz rację, teraz nie ważne. Ważne będzie u mnie w domu, kiedy będziemy po kąpieli siedzieć na moim łóżku. - zaśmiałam się, sprawiając, iż dziewczyna westchnęła i poszła za moim śladem.
***
- No więc... - zachęcałam ją już tysiąc razy do tego, żeby wreszcie mi powiedziała to, co chciała na ulicy. - Zayn. Kumpel Louisa. Nie ściga się, ale robi graffiti. Widziałam go parę razy jak dopingował z innymi ludźmi Tomlinsona, ale nigdy nie odważyłam się z nim pogadać. Wydaje mi się, że by mnie wyśmiał lub coś w tym stylu. A dzisiaj podczas waszej rozmowy, przyglądał się Wam z lekkim uśmiechem na ustach, dlatego pomyślałam, że gdyby między Wami coś...to...
- Powiedzmy, że rozumiem. - uniosłam jedną brew w górę. - Wybacz Mishi, ale nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Po jednym spotkaniu mam ochotę wymazać ten upokarzający moment z głowy. - potarłam dłonią po jej ramieniu.
- Jasne...pewnie. - zająknęła się.
Wow, pierwszy raz widzę taką Michael. Może i nie znamy się długo, ale pomimo tego, jeszcze nie miałam styczności ze smutną Mishi.
- Dlaczego nie mam jakiegoś cholernego szczęścia do chłopaków? Nigdy w życiu nie pójdę do niego sama. Nie znamy się, nie umiem pierwsza zagadać. To moja największa słabość. - położyła się na jednej połówce łóżka z impetem. Wypuściłam przeciągle powietrze z płuc i zrobiłam to samo.
- Kiedy następne zawody? - spytałam
- Jutro o 22 nad bajorami na północnej. - odpowiedziała. Skrzywiłam się lekko. - A co?
- Tak tylko...pytam.
- Och.
Wsunęłyśmy się pod kołdrę i po wymienieniu krótkich"dobranoc" zapanowała cisza.
Nie, nie umiem.
Ona by to zrobiła.
Nie będę suką.
- Pomogę Ci zagadać do Zayna. - zamknęłam oczy, bo nie wierzę, że narażam się na kolejne styk z Panem Louisem Zboczonym. I do tego jeszcze nad jakimiś bajorami! Ale nie mam serca przyglądać się zażenowaniu Mishi.
- Co? - podniosła się gwałtownie z miejsca i spojrzała w moją stronę. Uniosłam kąciki ust ku górze, a potem poczułam przeszywający ból spowodowany mocnym uściskiem dziewczyny.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję Ci tak bardzooo! - krzyczała radośnie, co zupełnie różniło się od ciszy z przed minuty.
- Tylko, żeby było jasne! Pomagam Ci pogadać z Zaynem, ale nie na daremno! Masz wziąć od niego numer, umówić się, cokolwiek! I ani słowa chłopakom! No i oczywiście załatwimy to szybko, tak by nie natknąć się na tego dupka. - przewróciłam oczami.
- Oczywiście! Co tylko zechcesz! Kocham Cię po prostu! - piszczała, krzyczała, BUDZIŁA ZAPEWNE SĄSIADÓW.
Tak nam minęło kolejne pół godziny rozmów i planowania. Sprawdziłam godzinę na telefonie; widniała 3:44 więc zdecydowałyśmy już naprawdę iść spać.
***
Nie wierzę, że właśnie jestem na wyścigach,
Nie wierzę, że właśnie pomagam wyrwać chłopaka przyjaciółce.
Nie wierzę, że plan właśnie się rozpoczyna, bo widzę Zayna i idę w jego stronę.
Nie wierzę też, że jeszcze nie widziałam Tomlinsona. Ale to akurat przyjemna część.
- Um...cześć. Przepraszam, ale nie widziałeś może niskiej, szczupłej dziewczyny, która gdzieś tędy przechodziła? Brązowe, kręcone włosy do trochę nad pasem, biały top i czarne rurki? Ma na imię Mishi.
- Nie, przykro mi, nie widziałem. Ale jeśli ją zauważę to dam jej znać, że jest przez ciebie szukana. - uśmiechnął się ciepło. Miły gość, myślałam, że będzie czymś na pokrój swojego przyjaciela.
- Och. W takim razie dzięki - odwzajemniłam uśmiech i oddaliłam sie w wyznaczony punkt kontrolny, gdzie mogłam obserwować całe zajście, jakie miało się zaraz odbyć. Bezpiecznie niewidoczna za kilkoma warstwami krzaków, czekałam na rozwój podrywu Mishi.
Co ja robię ze swoim życiem.
*Mishi POV's*
Jak na razie dużo się nie działo. To nie była jakaś poważna akcja ani coś, ale denerwowałam się, że jednak nie wypali. Powiem coś głupiego i go zniechęcę. Jednak Chrisi wymyśliła chyba najlepszy sposób na to, aby to on musiał mnie zaczepić.
Genialna desperatka z ciebie, Michael.
Jest. Stoi tam. A ja będę za chwilę przechodzić centralnie obok niego. Dosłownie za kilka sekund...
- Hej! Mishi? - podbiegł do mnie znienacka, co trochę mnie zaszokowało. Nie spodziewałam się takie reakcji. Boże, jaki on idealny.
- Uh...tak. Coś się stało? - zapytałam z nutką stresu w głosie, której - mam nadzieję - nie było za bardzo słychać.
- W zasadzie nic ważnego. Twoja, jak się domyślam, przyjaciółka cię szukała. Powiedziałem, jej, że jeśli cię skojarzę, dam znać, że cię szukała. I tak oto jesteś. - zaśmialiśmy się. Jaki on słodki, trójco święta, trzymajcie mnie! - Jestem Zayn. Tak przy okazji. - ukazał rząd perfekcyjnych (jak on sam) białych zębów.
- Michael. Ale wolę Mishi. - zmarszczyłam nos, jak to mam w zwyczaju, kiedy się komuś przedstawiam.
Halo, udało się! Właśnie z nim rozmawiam!
- Czy...to Twoja kumpela miała wczoraj tą małą wymianę zdań z Tommo? - uniósł lewą brew.
- Taak - zaśmialiśmy się po raz kolejny
- Ścigasz się? - zapytałam, chociaż znałam odpowiedź.
- Nah, skończyłam z tym. Robiło się coraz bardziej niebezpiecznie, a to Louis bardziej lubił takie klimaty. Ja wolę robić graffiti. W wolnym czasie też ogólnie dużo rysuję. Uwielbiam sztukę starego gotyku. Jest niesamowita, przynajmniej dla mnie. Wiele oznacza. - ciągle się uśmiechał.
Boże, ale ja też kocham stary gotyk! O mamusiu, zaraz się posikam ze szczęścia!
- Żartujesz! Kocham gotyk! Mam w domu pełno średniowiecznych modeli kościołów gotyckich i rzeźb po babci!
- Naprawdę? Pierwszy raz spotkałem kogoś, kto ma te same zainteresowanie! Znajomi zawsze mnie wyśmiewali, że interesuje mnie średniowieczne badziewie. - przewrócił zabawnie oczami.
- Miałam tak samo, za każdym razem tylko "Degree, zamknij na chwilę jadaczkę. Nikogo nie obchodzi ile skalnych płytek wchodzi w skład gotyckiego ołtarza" - naśladowałam przy tym wysokim głosem moim dawnych przyjaciół. Wybuchł śmiechem a ja zaraz po nim.
To zdecydowanie najlepszy dzień w moim życiu.
*Chrisi POV's*
Stałam tam już 15 minut, a ta dwójka cały czas gadała, śmiała się. Zadowolona, że plan wypalił, odwróciłam się z uśmiechem na twarzy, który znikł z niej tak samo szybko jak się pojawił.
Dlaczego?
Ponieważ Louis Tomlinson.
- Znów się spotykamy. Przyszłam mnie odwiedzić i zobaczyć jak kolejny raz wygrywam?
Prychnęłam.
- Chciałabyś. Pomogłam przyjaciółce.
- Ta, mi też pomogłaś. Malik wreszcie nie będzie narzekał, że nie ma dziewczyny. - na jego twarzy pojawił się cwaniacki uśmiech. Co za D.U.P.E.K.
- Świetnie, przynajmniej on traktuje płeć żeńską z szacunkiem. - rzuciłam fałszywy uśmiech.
Zaśmiał się i podszedł bliżej mnie.
- Ja Ci się przedstawiłem. Ty mi nie. - nie zaprzestał się uśmiechać. Spojrzałam w jego oczy. Są naprawdę piękne.
Dobre do złego, ironia
Ale pasują do jego twarzy.
Ma ładną twarz.
Jest przystojny.
Stop, Hastings! Nie tak szybko!
- I nie muszę tego robić. - chciałam go wyminąć, lecz zostałam złapana za nadgarstek.
- Chcę znać Twoje imię. - ten błękit, który wcześniej widziałam, zmienił się w czerń. Czarną dziurę.
- Ch-Chrisi. Po prostu Chrisi. A teraz mnie puść. - uniosłam ton.
Uczynił to o co prosiłam, a ja od razu poszłam szybkim krokiem w stronę domu.
Przestraszyłam się.
~Przeczytałeś/łaś zostaw komentarz.
Coraz ciekawiej jej. Ja nie moge. Jestem ciekawa co będzie w następnym odcinku. I to że Chrisi spotkała Louisa nie spodziewałam się. A Zayn i Mishi to dobrze ze sie dogadują i mam nadzieje ze będą razem już do końca. Rozdział jest niesamowity cudo.
OdpowiedzUsuń