czwartek, 1 stycznia 2015

Chapter 3

Siedziałam tam i wpatrywałam się w zdenerwowanych przyjaciół. Szczególnie Diego, który chodząc po całej sali, co chwila chwytał się za kark i zaciskał oczy. Dlaczego to aż takie złe?- Cz-czy nie możecie po prostu odmówić? - spytałam trochę nieśmiało, ponieważ bałam się, że chłopak na mnie nakrzyczy, lub coś w tym stylu.
On tylko odwrócił się i spojrzał na mnie skrzywdzonym wzrokiem. Westchnął i zaczął mówić:
- Sue wygrała decydujące zawody trzy lata pod rząd, co oznacza, że jest pełnoprawną dyktatorką. Jesteśmy jej...poddanymi? Nie możemy się sprzeciwić, bo inaczej zostaniemy wydaleni z listy uczestników. Na zawsze.
Dalej układałam w głowie to, co mi powiedział. Byli poddanymi wrednej małpy, która wygrała trzy razy te ostateczne zawody i jeśli coś im załatwiła, nie mogli odmówić. Zapowiada się ciekawy okres w Twoim życiu Chrisi.
- Och. - wypuściłam i spuściłam głowę.
Zaśmiał się.
- Każdy z nas tak na początku zareagował. Przyzwyczaisz się. - Mam się przyzwyczaić do bycia jakąś cholerną poddaną? Bullshit. - I takim oto sposobem straciliśmy pierwszy dzień treningu. Musimy za to wykorzystać go do nauczenia się układu.
- To też nam podyktowała? - prychnęłam nieświadomie.
Cała trójka pierwszy raz odkąd tu weszłam wybuchła śmiechem.
- No co, skoro już jesteśmy jej poddanymi to mogłaby nas jeszcze w tym wyręczyć. - nagle poczułam się wyjątkowo rozluźniona.
- Chrisi ma rację, Dobra, więc jeśli tak bardzo jej zależy, żebyśmy właśnie tam tańczyli, to zaskoczymy tę czarna sucz i wymyślimy coś takiego, na co jej i Tomlinsonowi opadną te wyszczekane buźki. - Mishi wstała i podeszła do magnetofonu. Wyszukała odpowiedniej nuty, klikając parę razy na guzik, który zmieniał piosenki.
   Po zaledwie dwóch godzinach zostało nam tylko 30 sekund na zakończenie całego dzieła, które teraz ćwiczyliśmy, powtarzając parę razy. Większość układu zaproponowała Mishi i Fredie. Niektóre części ulepszył Diego. Ja natomiast nie chcąc się wychylać, posłusznie obserwowałam i robiłam to co oni.
- Totalnie nie mam pojęcia co dalej. - rzuciła dziewczyna, siadając zmęczona na ławce. - Teraz wasza kolej.
- Mam pustkę, cała moja wena poszła do pizzeri na przeciwko. - rozmarzył się Diego. Fredie jedynie uderzał głową w podłogę, sam na niej leżąc. Wyglądało to serio komicznie, LOL.
Za to ja miałam pełno pomysłów na nowe kroki, ale zero odwagi, aby się pokazać.
- Chris, a ty coś masz? - Diego zwrócił się do mnie - przezwiskiem - na co natychmiast podniosłam głowę i przegryzłam wargę. Pokręciłam głową na znak, że nie. Cóż za odwaga.
- Kłamiesz, po twojej minie i zachowaniu można wywnioskować, że masz wylew od środka. - uniosłam brew na jego dziwny komentarz, ale zachichotałam.
- N-no może coś mi świta, ale...Nie, błagam, zrobię z siebie kretynkę.
- Jakoś wczoraj o tym nie myślałaś. - wtrącił Fred
Od razu przypomniałam sobie ostatni wieczór, kiedy to pokonałam Sue.
- Czy ja wiem - odchyliłam głowę do tyłu i zmarszczyłam brwi. - Nie spodoba się Wam.
- Nie denerwuj mnie - ostrzegł ciemnoskóry.
Wzięłam wdech i wydech.
- Jeśli się zaśmiejecie, zabiję Was.
Szóstka oczu skierowała się ku mnie, a ja zamknęłam oczy i wykonałam to, co zaplanowałam w głowie. Wyszło gorzej niż myślałam, heh.
Otworzyłam ślepia i zobaczyłam, że żadne z towarzystwa się nie odezwało.
- Wiem, że było źle, ale moglibyście coś powiedzieć. - przewróciłam oczami.
- Złe? Kobieto, nie jesteśmy Ciebie godni. - wyszczerzyłam się z ulgą na słowa Mish.
Przetrenowaliśmy to co im pokazałam i tak oto nasz genialny układ, który Fredie ochrzcił "cegła" (nie pytajcie), był gotowy. Zerknęłam na godzinę w telefonie i zobaczyłam, iż jest dopiero przed osiemnastą. To dziwne, ale jakie dobre, że skończyliśmy to w tak krótkim czasie.
Postanowiliśmy po namowach chłopaków pójść do pizzeri po drugiej stronie ulicy i uczcić nas jedno - dniowy sukces. Usiadłam na miejscu koło Mishi a na przeciw nas Fredie i Diego. Złożyliśmy zamówienie na dużą pizzę pepperoni bez pieczarek, których nikt z nas nie lubił i po Coli dla każdego.
Rozmawialiśmy o wszystkim, ale to ja opowiadałam im najwięcej o sobie. Mieliśmy dużo wspólnych zainteresowań. Nie tylko taniec.

                                               ~Ten sam czas, klub Rude&Ride~
                                                           *L.Tomlinson POV's*

- Żartujesz sobie prawda? - wyśmiałem czarnowłosą siedząca przy tym samym stoliku co ja.
- Wyglądam jakbym żartowała? - powiedziała z poważnym tonem i uniosła brwi.
- Więc powtórz. Co mam zrobić?
-  Zabajerujesz te całą Chrisi Hastings, tak aby przeszkodzić jej nowej grupie w treningach do zawodów w sierpniu. No wiesz...zabieranie w różne miejsca, udawanie, że ci na niej zależy...
Wybuchłem śmiechem i wziąłem łyk piwa.
- Niby po co? Nie chcesz, żeby znowu skopała Ci dupę? A po za tym, ja nie bawię się w chujowe gierki. Może jestem palantem, ale wykorzystuję dziewczyny tylko w łóżku, nie mam czasu na jakieś laski, które Ci przeszkadzają w tych Twoich tańcach. Nie ma mowy.
- Dobra, chciałam po dobroci, ale skoro wolisz po złości, da się zrobić, Tomlinson. - wstała i przejechała parę razy dłońmi po swojej sukience.
- Co? Zbijesz mnie? - zaśmiałem się
- Ja nie. Ale nie wiem jak będzie z Ashtonem. - uśmiechnęła się szyderczo. Postawiłem kufel z trunkiem na stoliku i również podniosłem się z miejsca.
- Myślałem, że mamy ten temat za sobą. Było minęło. - Zbliżyłem się do niej.
- Chyba jednak nie. Wszytko zależy od ciebie. Chcesz zachować tą swoją przystojną twarz, to musisz się mnie słuchać.
- Nic nie muszę. - syknąłem.
Dziewczyna przestała się uśmiechać i pokręciła głową z zawiedzeniem.
- Nawet nie wiesz, jak wielki błąd popełniasz. - rzuciła i powolnym krokiem ruszyła do wyjścia.
Stałem tak w miejscu jeszcze kilka sekund, dopóki nie usłyszałem głosu Zayna:
- Stary, wszystko OK? - zapytał stawiając na stole kolejne napoje z procentami.
- Tak, tak. To tylko kolejna napalona laska. - zaśmiałem się w jego stronę z powrotem siadając na krześle.
- I nie skorzystałeś? Mogłeś przynajmniej mnie zwołać, dzięki. - udał obrażonego, ale po jakimś czasie obydwoje się śmialiśmy. Tylko tak naprawdę to wcale nie było takie śmieszne.

                                      ~~Następny dzień, godzina 22:00. Ulica Digital 4 Street.~~~
                                                                       *Chrsi POV's*
Tak jak umówiliśmy się poprzedniego dnia, o 22 mieliśmy się spotkać pod moim domem. Idąc przez klatkę schodową, spotkałam parę sąsiadów wracających z pracy, Nie ukrywali zdziwienia, kiedy widzieli, że wybieram się gdzieś o tej godzinie. Sama bym się zdziwiła.
Po przywitaniu się i obgadaniu spraw dotyczących tego czy każdy pamięta układ, ruszyliśmy na wyznaczone miejsce pościgów samochodowych.
   Nasze przybycie równało się z głośnymi oklaskami i gwizdami co totalnie mnie zaszokowało. Aż tyle ludzi zebrało się tu, żeby dopingować ścigających się mężczyzn i przy okazji zobaczyć tancerzy Street Dancu? To chore.
Kiedy dotarliśmy przed samą scenę, zobaczyła Sue uśmiechająca się wrednie z założonymi na piersi rękach.
- Widzę, że jednak nie wymiękliście. - zwróciła się do nam, gdy weszliśmy na podniesienie. Nie było za wysokie, jednak to co ciekawiło mnie od początku, czyli oświetlenie - wow. Ustawiono lampy na około punktu widowiskowego, tak, że idealnie było nas widać. Bez jaj, wiedziałam to.
Nawet publiczność było widać doskonale. Zastanawiałam się, czy to nie jest niebezpieczne, gdyż tak byliśmy łatwi dla policji, jednak który porządny glina zataczał by się na takim odludziu?
Ledds chwyciła do ręki mikrofon i rozpoczęła wydarzenie. Staliśmy tuż obok niej.
- Okay ludzie, dobrze się bawicie?! - krzyknęła do urządzenia, które wydało rozgłos na całą bliską okolicę.
Usłyszeliśmy wrzaski, krzyki i Bóg wie co jeszcze.
- Tak myślałam. Dzisiejsze wyścigi zaczynamy nietypowo, a mianowicie ta oto czwórka amatorów - na jej twarzy zagościł dumny uśmieszek, a ja tylko przewróciłam oczami. - rozpocznie je od swojego zapewne genialnego układu - powiedziała z ironią. - Zaczynamy, więc zróbcie hałaaas!
Przed tym jak puszczono muzykę, oczywiście musiała dociąć jakimś swoim żałosnym komentarzem. Ale who cares?
Kiedy zobaczyłam jak ludzie szaleją i bawią się razem z nami byłam w siódmym niebie. Dopóki nie zauważyłam postać oddaloną od reszty ludzi. Zaczęłam się szczerze bać. Teraz mogłam dostrzec, że była to ta sama sylwetka co na pokazach Street Dancu. Jednak dzisiaj było widać lepiej, iż jest to zdecydowanie mężczyzna. Jedynym widocznym elementem jego postury była rozczochrania czupryna. Zarys twarzy też został mi po części w głowie.
Szybko skupiłam się na dalszym tańcu, gdy prawie pomyliłam kroki. Czy ktoś mnie do cholery prześladuje?
   Po skończonym tańcu, zeszliśmy ze sceny, a ludzie rzucili się na nas (oczywiście Ci lekko podpici) z gratulacjami, pochwałami itd.
Ustawiliśmy się w końcu w jednej kupie, tak, aby zawodnicy wyścigów mogli przejść. Staliśmy w pierwszym rzędzie, więc doskonale wszystko widziałam. Nie wiem ilu uczestników już przeszło, ale ujrzałam tą samą czuprynę, co wcześniej na scenie. Te same rysy twarzy, sylwetka. To musi być ten koleś, który ciągle mi się przygląda. Kiedy przechodził koło mnie kierowałam się swoim własnym rozumem, dlatego złapałam go za rękaw, ku zdziwieniu niektórych ludzi.
- Co jest?! - odwrócił się do mnie. Zobaczyłam teraz wyraźnie jego twarz. Miał widoczne dołki w policzkach, poczochrane, kasztanowe włosy, a jego oczy...błękitne jak ocean z nutą szarej mgły. O rany.
Nie, Hastings! Otrząśnij się!
- Dlaczego mnie obserwujesz? Obserwowałeś mnie parę dni temu na zawodach na 5 alei, dzisiaj też. Chcesz czegoś ode mnie? - zmarszczyłam zdenerwowana brwi i puściłam jego kurtkę.
- Słuchaj laska, nie wiem o co ci chodzi, ale jeśli chcesz, mogę obserwować jak wijesz się pode mną, krzycząc moje imię po wyścigach.
Chwila...
Co?
Czy on właśnie...
- C-co? Gościu, nie zatrzymałam Cię, żeby słuchać jak proponujesz mi seks, tylko domagać się wyjaśnień, po co mi się za każdym razem przyglądasz.
- Może lubię Cię oglądać. - uśmiechnął się łobuzersko. Zaniemówiłam, a ten wykorzystał to i odszedł ode mnie z uniesionymi kącikami ku górze.
- Nawet Cię nie znam! - krzyknęłam i chciałam już wrócić na swoje miejsce, ale chłopak się odwrócił.
- Jestem Louis Tomlinson. Radzę Ci zapamiętać to imię.
Kurwa.

                                                           ___________________________
Siemaneczko :D
Ło luju, ale się porobiło :o I tak oto Chrisi poznała Louisa xD Moja wyobraźnia >>>>>
Pisałam ten rozdział ponad 3 h, więc jest trochę dłuższy i pojawił się później. Mam nadzieję, że to uszanujecie i zostawicie komentarz ;D
Jakieś refleksje? Jak myślicie co będzie dalej? Jak drogi Lou i Chris się spotkają? :D Co wy na propozycję/groźbę Sue do Tommo? Piszcieeeee ^^
Spodziewajcie się nowego rozdziału jeszcze przed końcem przerwy świątecznej :) Buźka! xx



2 komentarze:

  1. Cudowny rozdział i dużo się w nim dzieje a propozycja Louisa o boże hahaha. Nie mogę się doczekać nexta.

    OdpowiedzUsuń