- W takim razie dzisiaj o 22. Miejmy nadzieję, że nie pójdziemy przez ciebie siedzieć.
- Zluzuj Diego, ok? Zachowujesz się jakby to były twoje pierwsze pokazy.
- Może i racja. Chociaż nigdy nie byliśmy tak łatwi.
- To zmieniło się po ostatnim razie. Musimy być łatwi dopóki Sue nie zacznie zachowywać się normalnie.
- Dobra. Chodź, trzeba załatwić jeszcze parę spraw z Tomlinsonem i jego cholernymi wyścigami. Nie ma kurwa mowy, żeby znowu spieprzył nam zawody przez tą swoją rządzę wiecznej wygranej.
Kiedy dwóch typków w końcu gdzieś poszło, mogłam spokojnie iść dalej. Ciekawiła mnie ich rozmowa, ponieważ tak bardzo chciałabym pójść na te pokazy, ale...co jeśli policja odkryje, że dzieje się coś nielegalnego? Nie chcę mieć kłopotów już pierwszego dnia, gdy tutaj jestem.
Chociaż może gdybym się czujnie gdzieś ukryła i tylko obserwowała, to nic by się nie stało.
O czym tu mówić, ja muszę tam być!
To niepowtarzalna - i bardzo ryzykowna - szansa na spełnienie się. To będzie przecież niebo dla mnie!
Zostaje jeszcze jedno pytanie.
Kto to u licha jest Tomlinson?
"Trzeba załatwić jeszcze parę spraw z Tomlinsonem i jego cholernymi wyścigami"
Ludzie, czy tu wszystko jest nielegalne? Jeśli tak, to chyba szybko się zdemoralizuję.
Jedno wiem - pomimo wszystko i wszystkich, będę tam dziś.
Z tego natłoku myśli, oczywiście musiałam się zbłaźnić i przegapić własny dom. Wróciłam parę kroków do tyłu, mając nadzieję, że nikt nie widział i wyciągnęłam klucze z kieszeni szortów, którymi już po chwili przekręcałam zamek. Zamknęłam machoniowy przedmiot za sobą i zasunęłam tylko ochronę. Spojarzałam na zegarek wiszący na ścianie w małym przedpokoju łączącym się z równie malą kuchnią. 19:08. Wczesna godzina. Jednak dla tak idealistycznej dziewczyny jak ja to strasznie mało czasu na przygotowanie. Nie zważając na nic, nawet na mrożonki, które były na dnie jednej z siatek, zostawiłam wszystkie zakupy na blacie kuchennym. Pierwszym celem była łazieneczka z prysznicem, umywalką i toaletą. W środku prysznica znajdowały się przydatne jak najbardziej rzeczy, takie jak żel cynamonowy, gąbka oraz szampon także cynamonowy (tak,uwielbiam cynamon). O ręczniku nie wspomnę.
Nic w niej szczególnego. Żadnego lustra, półeczek, nawet pralki, która obecnie znajduje się w kuchni. Resztę pierdół mam w -jak ja to nazywam- pokoju wszystkiego. Jest to pokój, gdzie śpię, jem śniadanie, mam szafy z ubraniami i innyi rzeczami, kosmetyki, robię sobie tam makijaż. Po prostu wszystko.
Rozebrałam się, ubrania rzuciłam na podłogę. Weszłam do kabiny od razu przekręcając kurek, z którego wyleciała ożeźwiająca, letnia woda. Był wyjątkowo gorący czerwiec. Nawet w nocy dochodziło do wysokich temperatur. To dziwne, ponieważ z tego co wiem to w Londynie rzadko zdarza się taka pogoda. Dla niektórych do dobrze, lecz nie dla mnie. Dlaczego? Dlatego, że mam okrutną skłonność do pocenia się, czego nie znoszę. Daje sobie 15 minut na odświeżenie.
***
Staję w pokoju-do-wszystkiego i wybieram strój na dzisiejsze wyjście. W końcu decyduje się na luźne, szarawe dresy i biały crop top. Na to zarzucę bluzę i w zupełności wystarczy. Zwracam głowę w kierunku zegarka; jest 19:45. Czas się dłuży. Ale nie dla mnie.
Stojąc w samym białym, jedwabnym ręczniku ruszyłam w stronę kuchni wcześniej załączając telewizor na kanale muzycznym. Z końcówek moich włosów skapywały krople wody.
Postanowiłam, że na kolację zjem coś lekkostrawnego, jak na przykład...kanapki z serkiem topionym!
Niosąc talerzyk z posiłkiem, przypomniałam sobie, o tym całym Tomlinsonie, z którym mieli pogadać o jego wyścigach. Byłam ciekawa czy jest faktycznie takim dobrym kierowcą, stanowi zagrożenie dla ludzi na zawodach, czy jest trudny. Jaki jest. Młody, stary, przystojny. Myśli jak szybkk przyszły, tak też odeszły z powodu lecącego właśnie nowego tekedysku Eda Sheerana. Usiadłam wygodnie na łóżku i wzięłam pierwszy kęs kanapki. Dalej siedziałam tylko w ręczniku, ponieważ było mi niewyobrażalnie ciepło. To serio jest dziwne, jest po 19!
Oczywiście musiałam się zagapić, a gdy się ocknęłam widniała godzina 20:40
Błagam powiedzcie, że to żarty...
Szybko zerwałam się z miejsca. Do łazienki zabrałam ze sobą swoje naszykowane ubranie oraz bieliznę i raz, dwa w nie wskoczyłam. Później zabrałam się za suszenie włosów, co zajęło mi...praktycznie 15 minut! Podkręciłam je lekko przy końcówkach, jak zawsze. Leciutki makijaż w postaci podkładu, pudru, tuszu i błyszczyka. 21: 17. Nie jest źle, ale muszę jeszcze znaleźć właściwą ulicę. Chwyciłam w dłonie swojego Iphona chowając go do kieszeni dresów, nałożyłam pasującą do czarnych roshe runów bluzę, a na głowę szarego fullcapa. Ostatni raz przejrzałam się w lustrze i rozglądając czy wszystko zabrałam. Wyszłam z mieszkania i zakluczyłam je. Truchtem pobiegłam w stronę miejsca, gdzie dziś przechodziłam.
***
Nie wierzę w to właśnie robię, a mianowicie wpatruje w ludzi schodzących się do opuszczonej meliny prawie, że pod ziemą. Jest tu ciemno ale wszystko oświetlają reflektory, które ktoś załatwił nie wiadomo jak. Na środku mini stadionu znajduje się scena, nie wiadomo jak. To nienormalne, że policja jeszcze tego nie zauważyła. Ale to chyba dobrze, prawda? Nagle w głośnikach zabrzmiał głos - jak się domyśliłam - prowadzącego zawody.
- Witam ziomki na nie organizowanych od ponad dwóch miesięcy pokazach Street Dancu! - głośnie gwizdy, oklaski i krzyki zagłuszały totalnie moje własne myśli. Stałam jak najdalej od sceny, jednak chciałabym przejść bliżej. Po chwili wahania tak właśnie uczyniłam. Niestety muszę nazwać to niegrzecznym po pewnym czasie przepychaniu się, gdyż nie każdy miło pozwolił mi przejść do przodu. Kiedy znajdowałam się moim punktem widzenia, w trzecim rzędzie; przystanęłam i nabrałam powietrza, gdy na scenę weszła pierwsza grupa taneczna. Ich nazwa to Search, czy coś w tym stylu. Wiem, że było tam przeważnie więcej czarnoskórych chłopaków. Nie żeby coś...
Z czasem i ja rozpoczęłam powoli podskakiwać i bawić się w rytm muzyki tak jak inni tutaj. Nikt na nikogo nie zwracał uwagi. Była tylko scena. I to coś pięknego.
Jednak po paru godzinach dobrej zabawy, na punkcie skupienia znalazła się pewna dziewczyna. Miała długie, ciemne włosy, mocny makijaź i wyglądała...wow.
Za nią stały jeszcze dwie inne dziewczyny, ale nie przyciągały uwagi jak ich przywódczyni. Kiedy zaczęły tańczyć zaczynałam wątpić, że ktoś zdoła dorównać im dzisiejszej nocy. Ruchy miały opanowane jak profesjonalistki, którymi zapewne były. Więc po co tu przychodzą skoro mają wielką szansę się rozwijać? Nie rozumiem ludzi.
Po skończonym występie nie ze sceny zeszły tylko jej towarzyszki, jednak ona została. Zdziwiłam się, ale obserwowałam dalej. Czarna przejęła mikrofon, dzięki czemu wszyscy zamilkli.
- OK. Posłuchajcie niedorajdy! Wątpię, że któreś z tutejszych grup pokona moje dziewczyny i mnie! - co - Niktórzy z Was serio przyszli tu dzisiaj, aby się najwyraźniej ośmieszyć! Te zawody jednak schodzą na psy, nie sądzicie? - tym co mnie zaintrygowało, ale również zdenerwowało, był okrzyk pubkuczności na to, iż zgadzają się na słowa tej wrednej, czarnej małpy. Co za tupet. - Postanowiłam więc, że sama zorganizuję mały casting na nową twarz pokazów Streeta! Patrząc na Was jednak wątpię. Jesteście tak okropni, aż szkoda słów! - zaśmiała się. Przymróżyłam oczy. - Niestety chyba będę musiała zapytać: Kto zmierzy się ze mną tu, na tej scenie. Reszta zadecyduje kto ma wygrać. - Ugh, chętnie bym jej teraz utarła nosa - Kto podejmie decyzje?
Cisza.
- No weźcie, nie musicie się aż tak bać. Tylko lekko skopię Wam dupę. - znów śmiech. - No dobra, w takim razie...
- Ja wezmę udział w tej bitwie. - Co? Kto to powiedział? O nie. Nie, nie to nie ja, prawda?
Cholera.
- Och. W takim razie...
- Chrisi - parsknęła. - Może raczysz tu wejść?
Niepewnie ruszyłam w stronę schodów prowadzących na podniesienie. Stanęłam twarzą w twarz z...nią. Nawet nie znam jej imienia.
W co ty się pakujesz Hastings?
Skąd mam to wiedzieć?
- Zasady są proste. Starasz się dorównać temu co ja robię. Bo raczej lepiej tego nie zrobisz.
Teraz ja parsknęłam, czego nie planowałam, ale chyba spodobało się gapiom, gdyż usłyszałam te pozytywne buczenie i gwizdy. Muzyka zabrzmiała, a moja rywalka zaczęła poruszać się w jej rytm. Robiła to i zabijała mnie wzrokiem. Co jej takiego zrobiłam?
- Twoja kolej. - rzuciła.
Chciałam, aby wyszło jak najlepiej. Jeden krok w przód, ślizg w tył, przysiad i różne inne wymachy wydostawały się na zewnątrz ze mnie.
Wszyscy byli w niemałym szoku. Przynajmniej tak mi się wydawało. Muszę powiedzieć, że sama byłam z siebie zadowolona. Wow. Zajebiste uczucie.
Kolejna dawka zabójczego spojrzenia, które bądź co bądź na mnie nie działało.
I tak parę razy.
W końcu decydujące starcie, czyli ostatnia runda. Stałam jak wryta, gdy czarnowłosa poruszała wszystkimi możliwymi sposobami ciało.
Co teraz, co teraz....
Teraz ja, ugh!
Chwilę nie wiedziałam co robić, ale kiedy ktoś z końca sali rozpoczął klaskać, za czym poszła całe zgrupowanie, odzyskałam momentalną pewność siebie. Byłam tylko ja i mzyka. Bit, bit, bit, hop! Bit, bit, bit, hop! Totalnie nie widziałam co się ze mną dzieje. Mamusiu, ja tańczę Street Dance.
Piosenka ucichła. Co się dzieje?
Słychać było tylko głośne: Chrisi! Chrisi! Chrisi!
O mateczko...
- Jeszcze się policzymy. Teraz może wygrałaś, ale nie zawsze będzie Ci ze mną tak łatwo. - obdarowała mnie najbardziej znienawidzonym uśmiechem jaki istniał i po prostu zeszła ze sceny.
Wygrałam?
- Tak więc...Chrisi. Witamy w naszej załodze pokazów Street'owych. - rzekł w moją stronę zaskoczony wyraźnie prowadzący. - Jest tylko jeden problem. Nie masz współtancerzy.
Współ? Nie można tańczyć samemu?
- Ja-um...
- My ją przygarniemy. - rozpoznaję tę dziewczynę. Występowała z kimś jeszcze. - brakuje nam tancerza.
- Świetnie! - zaczęto bić brawa. Co tu się właśnie wydarzyło? Co ja zrobiłam, Boziu!
Po ogłoszeniu wyników, okazało się, że grupa czarnej zwyciężyła zawody w tym miesiącu. Ale kogo to obchodzi. Wygrałam z nią tej nocy.
Ludzie powoli poczęli opuszczać melinę, a mnie zarzymała trójka moich nowch znajomych.
- Jestem Mishi. Miło Cię poznać. Gratuluję, bo pokonać tą czarną sukę to wyczyn. - zaśmiałyśmy się. - dziewczyna miała długie, kręcone, jasno brązowe włosy. Była strasznie urokliwa, lecz sympatycznie wyglądała.
- Ja jestem Diego, a to jest Fredie. - przedstawił się czarnoskóry chłopak, wskazumąc na jego przyjaciela. Wszyscy wydawali się być przyjaźni.
- Cóż, miło mi Was poznać. Jestem Chrisi. - wyciągnęłam dłoń, ale oni z zaskoczenia rzucili się na mnie i zaczęli przytulać. Miły gest.
Spojrzałam w dal sali, gdzie ujrzałam ciemną sylwetkę, przyglądającą się nam. Widać było raczej męskie kształty. Bać się czy to zignorować?
Zignorować.
________________
Hejka! :) Pierwszy rozdział za mną haha! Mam nadzieję, że trochę Was zainspirował i będziecie wpadać :) Jakby coś was dręczyło, pytajcie! I zostawcie po sobie ślad miśki, proszę!
Jej zarombisty rozdział świetnie piszesz nie mogę się doczekać nexta oby był jak najszybciej.
OdpowiedzUsuńPS.: Będe stałą czytelniczką. Kocham. Dobranoc.