poniedziałek, 29 grudnia 2014

Chapter 2

- Może chodźmy stąd...czuję się dziwacznie obserwowana w tym miejscu. - rzekłam po chwili do Mishi, gdy zauważyłam, że postać dalej się nam przygląda.
- Och, pewnie! Pójdziemy Cię odprowadzić i przy okazji omówić parę spraw po drodze. Mamy Ci wieeeele do wyjaśnienia. - przeciągnęła słowo "wiele".
Kiedy wychodziliśmy, ostatni raz rzuciłam okiem na puste teraz miejsce, w którym wcześniej znajdował się "ktoś".
- Jak się teraz tego wszystkiego pozbyć? - zapytałam wskazując na scenę i reflektory.
- Mamy specjalną ekipę zajmująca się sprzątaniem po imprezach. - odpowiedział Fredie, jeśli dobrze zapamiętałam.
Ruszyliśmy w końcu w odpowiednią stronę do mojego domu, a kręcono - włosa zaczęła rozmowę:
- Ok, a więc Chrisi. Oficjalnie zostałaś uczestniczką nielegalnych pokazów Street Dancu. - uśmiechnęła się. - I dlatego razem z nami będziesz przygotowywać się do cholernie ważnych zawodów, które odbędą się za dwa miesiące. Specjalnie dali nam więcej czasu. Musimy często trenować, poradzisz sobie?
- Um...jasne. Tylko czym różnią się te zawody, od dzisiejszych? - zmarszczyłam brwi. Nawet codzienne ćwiczenia nie będą mi przeszkadzać, bo ja to przecież kocham. 
- Pozwolisz, że to ja Ci wyjaśnię. - Diego posłał mi uśmiech, co odwzajemniłam. - Co roku w sierpniu odbywają się ostatnie rywalizacje, ponieważ później, przeważnie z powodu złych warunków atmosferycznych ciężko znaleźć na to miejsce. Tak więc ustalono, iż te ostanie są najważniejszymi i najgrubiej nagradzanymi. Dosłownie. Każdego miesiąca, wygrana drużyna dostaje 10.000 funtów. - Whoa. - Jeśli wygramy tutaj, dostaniemy ponad milion. To kupa szmalu.
- Uh...rozumiem. Whoa. - totalnie nie widziałam co powiedzieć. To za te pokazy dostaje się kasę?
- Niestety jesteśmy na drugim miejscu zaraz po Sue i jej przyjaciółeczkach aka pieskach. Przeważnie to ona wygrywa. Mamy nadzieję, że w tym roku z tobą to się zmieni. Masz potencjał, dziewczyno. - zarumieniłam się na jego słowa, lecz na szczęście nie było tego widać przez ciemność nas otaczającą.
-Sue?
- Twoja dzisiejsza konkurentka. - zaśmiała się Mishi.
Och.
- Nie martw się. Gdybyś jeszcze czegoś nie wiedziała to śmiało pytaj. - kontynuowała.
- Um...dobrze. A co jeśli zapytam o Louisa Tomlinsona? Kim jest? - wypaliłam. Co mam poradzić, że wciąż wypala mnie to od środka?
Nagle zapadła cisza. Diego spuścił głowę, a Mishi odchrząknęła. - Em...prze-praszam. To nie dotyczy tańca. - głupia, głupia, głupia Chrisi!
- To jeden z najlepszych kierowców wyścigowych. Zawsze robi nam na złość i organizuje swoje rajdy tam, gdzie my zawody. - w końcu odezwał się Fredie. - Po za tym, jeśli kiedykolwiek go spotkasz to po prostu uciekaj gdzie pieprz rośnie. Na pewno wyjdzie Ci to na dobre. - Nic więcej nie powiedział.
Dowiaduje się coraz więcej. Skoro tak, to domyślam się, że to jakiś młody dupek, bawiący się dziewczynami. Jedno wiem: Posłucham się Fredie'go, bo znając życie, on zna go lepiej niż ja.
- Wracając do tematu...pierwszy trening mamy jutro czternastej na hali przy Dumb Street. Wiesz mniej więcej jak tam dotrzeć? - zwróciła się do mnie M
- Tak, tak, jasne!  - szybko odpowiedziałam z uśmiechem.
- To świetnie. - odpowiedziała tym samym, choć w nocy trudno było to dostrzec.
- Tutaj mieszkam. - pokazałam małą kamienicę, w której znajdowała się moja kawalerka.
- W takim razie miłej reszty nocy i do zobaczenia jutro...a raczej dzisiaj. - zaśmialiśmy się wszyscy i na pożegnanie przytuliłam każdego z osobna. Po tym popędziłam przez klatkę schodową, aż do odpowiednich drzwi. Wyciągnęłam klucze i otworzyłam je. Będąc w środku pozamykałam szczelnie na cztery spusty, po czym zdejmując bluzę i czapkę; zostawiłam rzeczy na wieszakach koło wejścia.
Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 2:50. Długo tam zabawiłam. Dobrze, że mieszkam sama. Nie tracąc czasu na kąpiel, która SERIO była mi potrzebna i na przebieranie się, położyłam swoje obolałe ciało do łóżka i już prawie usypiałam, kiedy przypomniałam sobie o kolesiu (prawdopodobnie), który obserwował mnie, a raczej nas, z oddalonego w sali kąta. Nie mogłam dostrzec, czy był to młody czy starszy człowiek. Stał daleko od nas, więc nie miałam możliwości ocenić również jego wzrostu.
Z resztą, to był pewnie jeden z tej ekipy, co sprząta po pokazach. Czekał na swoich ziomków. Tak, tak, oczywiście, dlaczego wcześniej na to nie wpadłam!
Może dlatego, że to zmyśliłaś?
Uh...wcale nie! Kim ty w ogóle jesteś wredny głosiku w mojej głowie?
Wrednym głosikiem w twojej głowie? 
Nie dałam rady już więcej myśleć, ponieważ wpadłam w objęcia Morfeusza.
                                                                                   ***
   Po porannym prysznicu i doprowadzeniu całego mieszkania do porządku, wybrałam świeże ubrania. W dalszym ciągu temperatura nie spadała, więc był upał. Dzisiaj postawiłam na proste, jeansowe szorty do połowy ud i trochę za duży t-shirt z napisem "Ramones". I tak, lubię ten zespół.
Włosy wyprostowałam i uczesałam sobie wysoką kitkę. Makijaż to jak zwykle jedynie błyszczyk i tusz do rzęs.
Och, zapomniałam wspomnieć, że kiedy sprzątałam kuchnię; przy rozpakowywaniu wczorajszych zakupów, na dnie torby znalazłam do niczego nienadające się mrożonki. Tylko do śmieci. Mądra Hastings.  Było po dwunastej, co oznaczał, że miałam jeszcze nie więcej niż godzinę dla siebie, zanim pójdę na mój pierwszy trening. Boże, jak to pięknie brzmi! Jak zawsze w wolnym czasie, załączyłam telewizję na kanale muzycznym, a na kolana wzięłam mojego laptopa. Zreblogowałam kilka zdjęć, dodałam swoje, później sprawdziłam jeszcze Twittera i po wolnym czasie.
   Upewniając się, iż prawidłowo zamknęłam drzwi, wyszłam z klatki schodowej i powędrowałam we właściwym kierunku, prowadzącym do Dumb Street. Nie było to daleko, niespełna 10 minut drogi z mojej ulicy. Na Dumb znajdował się bank, dlatego doskonale wiedziała, gdzie się znajduje. Typow, Chrisi.
Kiedy mogłam już dostrzec halę, adrenalina wzrosła, chociaż nie wiem czemu, ponieważ to miały być tylko przygotowania do zawodów. Ale oczywiście ja byłam niezwykle uradowana z powodu tego, że będę mogła wykorzystać energię właśnie na taniec. Weszłam do recepcji i podałam imiona przyjaciół, dzięki czemu otrzymałam kartę wstępu oraz numer sali, w której się już znajdowali. Zostawiłam zbędną bluzę na wieszaku koło bardzo zadbanych, błękitnych krzesełek. Trochę jak u lekarza, ale pasowały one do całkowitego wystroju wnętrza, tak, że było znośnie. Błądziłam wzrokiem szukając odpowiedniej liczby na drzwiach. 38, jest!
  Wchodząc usłyszałam krzyki Diego:
- Jak ona mogła na to pozwolić! To niedorzeczne! Wiedziałem, że jest kretynką, ale nie bezmózgą kretynką!
- Koleś, uspokój się. Nie tylko ty jesteś na niego wściekły! - Fredie próbował zachować spokojny ton.
- Zaraz przyjdzie Chrisi, załatwimy to jak już będzie. - tym razem odezwała się Mishi.
- W zasadzie to już jestem. - wychyliłam się lekko skrępowana tym, że słyszałam ich rozmowę.
- Świetnie! Chodź tu, mamy Ci coś do powiedzenia. - poklepała miejsce koło siebie.
Wahającym krokiem ruszyłam na wskazaną mi ławkę.
- Więc...o co chodzi?
-  Sue powiedziała Tomlinsonowi, że wystąpimy na jego wyścigach. Jutro.

                                                               _________________________
Uhuhuhuh :D
Będzie się działo, oj będzie xD Jak myślicie kim jest postać przyglądająca się Chrisi? Jak poradzą sobie na występie? Chrisi pozna Louisa? Dowie się czegoś nowego? Dlaczego Sue jest taką suką? xD
I dlaczego akurat oni? :o 
To już w następnym rozdziale, który pojawi się w czwartek ^^ 
A teraz prośba - każdy kto czyta tego bloga proszony jest o skomentowanie, gdyż czytanie nie właściwie stosowane zagraża brakiem weny i motywacji autorki ;p
Bużka! xx 
PS. Nowe zakładki: Informowani i Zwiastunm, który również tutaj dodam v


piątek, 19 grudnia 2014

Chapter 1

- W takim razie dzisiaj o 22. Miejmy nadzieję, że nie pójdziemy przez ciebie siedzieć. 
- Zluzuj Diego, ok? Zachowujesz się jakby to były twoje pierwsze pokazy.
- Może i racja. Chociaż nigdy nie byliśmy tak łatwi.
- To zmieniło się po ostatnim razie. Musimy być łatwi dopóki Sue nie zacznie zachowywać się normalnie. 
- Dobra. Chodź, trzeba załatwić jeszcze parę spraw z Tomlinsonem i jego cholernymi wyścigami. Nie ma kurwa mowy, żeby znowu spieprzył nam zawody przez tą swoją rządzę wiecznej wygranej. 

   Kiedy dwóch typków w końcu gdzieś poszło, mogłam spokojnie iść dalej. Ciekawiła mnie ich rozmowa, ponieważ tak bardzo chciałabym pójść na te pokazy, ale...co jeśli policja odkryje, że dzieje się coś nielegalnego? Nie chcę mieć kłopotów już  pierwszego dnia, gdy tutaj jestem.
Chociaż może gdybym się czujnie gdzieś ukryła i tylko obserwowała, to nic by się nie stało.
O czym tu mówić, ja muszę tam być!
To niepowtarzalna - i bardzo ryzykowna - szansa na spełnienie się. To będzie przecież niebo dla mnie!
Zostaje jeszcze jedno pytanie.
Kto to u licha jest Tomlinson? 
"Trzeba załatwić jeszcze parę spraw z Tomlinsonem i jego cholernymi wyścigami"
Ludzie, czy tu wszystko jest nielegalne? Jeśli tak, to chyba szybko się zdemoralizuję.
Jedno wiem - pomimo wszystko i wszystkich, będę tam dziś.
Z tego natłoku myśli, oczywiście musiałam się zbłaźnić i przegapić własny dom. Wróciłam parę kroków do tyłu, mając nadzieję, że nikt nie widział i wyciągnęłam klucze z kieszeni szortów, którymi już po chwili przekręcałam zamek. Zamknęłam machoniowy przedmiot za sobą i zasunęłam tylko ochronę. Spojarzałam na zegarek wiszący na ścianie w małym przedpokoju łączącym się z równie malą kuchnią. 19:08. Wczesna godzina. Jednak dla tak idealistycznej dziewczyny jak ja to strasznie mało czasu na przygotowanie. Nie zważając na nic, nawet na mrożonki, które były na dnie jednej z siatek, zostawiłam wszystkie zakupy na blacie kuchennym. Pierwszym celem była łazieneczka z prysznicem, umywalką i toaletą. W środku prysznica znajdowały się przydatne jak najbardziej rzeczy, takie jak żel cynamonowy, gąbka oraz szampon także cynamonowy (tak,uwielbiam cynamon). O ręczniku nie wspomnę.
Nic w niej szczególnego. Żadnego lustra, półeczek, nawet pralki, która obecnie znajduje się w kuchni. Resztę pierdół mam w -jak ja to nazywam- pokoju wszystkiego. Jest to pokój, gdzie śpię, jem śniadanie, mam szafy z ubraniami i innyi rzeczami, kosmetyki, robię sobie tam makijaż. Po prostu wszystko.
Rozebrałam się, ubrania rzuciłam na podłogę. Weszłam do kabiny od razu przekręcając kurek, z którego wyleciała ożeźwiająca, letnia woda. Był wyjątkowo gorący czerwiec. Nawet w nocy dochodziło do wysokich temperatur. To dziwne, ponieważ z tego co wiem to w Londynie rzadko zdarza się taka pogoda. Dla niektórych do dobrze, lecz nie dla mnie. Dlaczego? Dlatego, że mam okrutną skłonność do pocenia się, czego nie znoszę. Daje sobie 15 minut na odświeżenie.
                                                                                       ***
   Staję w pokoju-do-wszystkiego i wybieram strój na dzisiejsze wyjście. W końcu decyduje się na luźne, szarawe dresy i biały crop top. Na to zarzucę bluzę i w zupełności wystarczy. Zwracam głowę w kierunku zegarka; jest 19:45. Czas się dłuży. Ale nie dla mnie.
Stojąc w samym białym, jedwabnym ręczniku ruszyłam w stronę kuchni wcześniej załączając telewizor na kanale muzycznym. Z końcówek moich włosów skapywały krople wody.
Postanowiłam, że na kolację zjem coś lekkostrawnego, jak na przykład...kanapki z serkiem topionym!
Niosąc talerzyk z posiłkiem, przypomniałam sobie, o tym całym Tomlinsonie, z którym mieli pogadać o jego wyścigach. Byłam ciekawa czy jest faktycznie takim dobrym kierowcą, stanowi zagrożenie dla ludzi na zawodach, czy jest trudny. Jaki jest. Młody, stary, przystojny. Myśli jak szybkk przyszły, tak też odeszły z powodu lecącego właśnie nowego tekedysku Eda Sheerana. Usiadłam wygodnie na łóżku i wzięłam pierwszy kęs kanapki. Dalej siedziałam tylko w ręczniku, ponieważ było mi niewyobrażalnie ciepło. To serio jest dziwne, jest po 19!
   Oczywiście musiałam się zagapić, a gdy się ocknęłam widniała godzina 20:40
Błagam powiedzcie, że to żarty...
Szybko zerwałam się z miejsca. Do łazienki zabrałam ze sobą swoje naszykowane ubranie oraz bieliznę i raz, dwa w nie wskoczyłam. Później zabrałam się za suszenie włosów, co zajęło mi...praktycznie 15 minut! Podkręciłam je lekko przy końcówkach, jak zawsze. Leciutki makijaż w postaci podkładu, pudru, tuszu i błyszczyka. 21: 17. Nie jest źle, ale muszę jeszcze znaleźć właściwą ulicę. Chwyciłam w dłonie swojego Iphona chowając go do kieszeni dresów, nałożyłam pasującą do czarnych roshe runów bluzę, a na głowę szarego fullcapa. Ostatni raz przejrzałam się w lustrze i rozglądając czy wszystko zabrałam. Wyszłam z mieszkania i zakluczyłam je. Truchtem pobiegłam w stronę miejsca, gdzie dziś przechodziłam.
                                                                                     ***
Nie wierzę w to właśnie robię, a mianowicie wpatruje w ludzi schodzących się do opuszczonej meliny prawie, że pod ziemą. Jest tu ciemno ale wszystko oświetlają reflektory, które ktoś załatwił nie wiadomo jak. Na środku mini stadionu znajduje się scena, nie wiadomo jak. To nienormalne, że policja jeszcze tego nie zauważyła. Ale to chyba dobrze, prawda? Nagle w głośnikach zabrzmiał głos - jak się domyśliłam - prowadzącego zawody.
- Witam ziomki na nie organizowanych od ponad dwóch miesięcy pokazach Street Dancu! - głośnie gwizdy, oklaski i krzyki zagłuszały totalnie moje własne myśli. Stałam jak najdalej od sceny, jednak chciałabym przejść bliżej. Po chwili wahania tak właśnie uczyniłam. Niestety muszę nazwać to niegrzecznym po pewnym czasie przepychaniu się, gdyż nie każdy miło pozwolił mi przejść do przodu. Kiedy znajdowałam się moim punktem widzenia, w trzecim rzędzie; przystanęłam i nabrałam powietrza, gdy na scenę weszła pierwsza grupa taneczna. Ich nazwa to Search, czy coś w tym stylu. Wiem, że było tam przeważnie więcej czarnoskórych chłopaków. Nie żeby coś...
Z czasem i ja rozpoczęłam powoli podskakiwać i bawić się w rytm muzyki tak jak inni tutaj. Nikt na nikogo nie zwracał uwagi. Była tylko scena. I to coś pięknego.
   Jednak po paru godzinach dobrej zabawy, na punkcie skupienia znalazła się pewna dziewczyna. Miała długie, ciemne włosy, mocny makijaź i wyglądała...wow.
Za nią stały jeszcze dwie inne dziewczyny, ale nie przyciągały uwagi jak ich przywódczyni. Kiedy zaczęły tańczyć zaczynałam wątpić, że ktoś zdoła dorównać im dzisiejszej nocy. Ruchy miały opanowane jak profesjonalistki, którymi zapewne były. Więc po co tu przychodzą skoro mają wielką szansę się rozwijać? Nie rozumiem ludzi.
Po skończonym występie nie ze sceny zeszły tylko jej towarzyszki, jednak ona została. Zdziwiłam się, ale obserwowałam dalej. Czarna przejęła mikrofon, dzięki czemu wszyscy zamilkli.
- OK. Posłuchajcie niedorajdy! Wątpię, że któreś z tutejszych grup pokona moje dziewczyny i mnie! - co - Niktórzy z Was serio przyszli tu dzisiaj, aby się najwyraźniej ośmieszyć! Te zawody jednak schodzą na psy, nie sądzicie? - tym co mnie zaintrygowało, ale również zdenerwowało, był okrzyk pubkuczności na to, iż zgadzają się na słowa tej wrednej, czarnej małpy. Co za tupet. - Postanowiłam więc, że sama zorganizuję mały casting na nową twarz pokazów Streeta! Patrząc na Was jednak wątpię. Jesteście tak okropni, aż szkoda słów! - zaśmiała się. Przymróżyłam oczy. - Niestety chyba będę musiała zapytać: Kto zmierzy się ze mną tu, na tej scenie. Reszta zadecyduje kto ma wygrać. - Ugh, chętnie bym jej teraz utarła nosa - Kto podejmie decyzje?
Cisza.
- No weźcie, nie musicie się aż tak bać. Tylko lekko skopię Wam dupę. - znów śmiech. - No dobra, w takim razie...
- Ja wezmę udział w tej bitwie. - Co? Kto to powiedział? O nie. Nie, nie to nie ja, prawda?
Cholera.
- Och. W takim razie...
- Chrisi - parsknęła. - Może raczysz tu wejść?
Niepewnie ruszyłam w stronę schodów prowadzących na podniesienie. Stanęłam twarzą w twarz z...nią. Nawet nie znam jej imienia.
W co ty się pakujesz Hastings?
Skąd mam to wiedzieć?
- Zasady są proste. Starasz się dorównać temu co ja robię. Bo raczej lepiej tego nie zrobisz.
Teraz ja parsknęłam, czego nie planowałam, ale chyba spodobało się gapiom, gdyż usłyszałam te pozytywne buczenie i gwizdy. Muzyka zabrzmiała, a moja rywalka zaczęła poruszać się w jej rytm. Robiła to i zabijała mnie wzrokiem. Co jej takiego zrobiłam?
- Twoja kolej. - rzuciła.
Chciałam, aby wyszło jak najlepiej. Jeden krok w przód, ślizg w tył, przysiad i różne inne wymachy wydostawały się na zewnątrz ze mnie.
Wszyscy byli w niemałym szoku. Przynajmniej tak mi się wydawało. Muszę powiedzieć, że sama byłam z siebie zadowolona. Wow. Zajebiste uczucie.
Kolejna dawka zabójczego spojrzenia, które bądź co bądź na mnie nie działało.
I tak parę razy.
   W końcu decydujące starcie, czyli ostatnia runda. Stałam jak wryta, gdy czarnowłosa poruszała wszystkimi możliwymi sposobami ciało.
Co teraz, co teraz....
Teraz ja, ugh!
Chwilę nie wiedziałam co robić, ale kiedy ktoś z końca sali rozpoczął klaskać, za czym poszła całe zgrupowanie, odzyskałam momentalną pewność siebie. Byłam tylko ja i mzyka. Bit, bit, bit, hop! Bit, bit, bit, hop! Totalnie nie widziałam co się ze mną dzieje. Mamusiu, ja tańczę Street Dance.
Piosenka ucichła. Co się dzieje?
Słychać było tylko głośne: Chrisi! Chrisi! Chrisi!
O mateczko...
- Jeszcze się policzymy. Teraz może wygrałaś, ale nie zawsze będzie Ci ze mną tak łatwo. - obdarowała mnie najbardziej znienawidzonym uśmiechem jaki istniał i po prostu zeszła ze sceny.
Wygrałam?
- Tak więc...Chrisi. Witamy w naszej załodze pokazów Street'owych. - rzekł w moją stronę zaskoczony wyraźnie prowadzący. - Jest tylko jeden problem. Nie masz współtancerzy.
Współ? Nie można tańczyć samemu?
- Ja-um...
- My ją przygarniemy. - rozpoznaję tę dziewczynę. Występowała z kimś jeszcze. - brakuje nam tancerza.
- Świetnie! - zaczęto bić brawa. Co tu się właśnie wydarzyło? Co ja zrobiłam, Boziu!
   Po ogłoszeniu wyników, okazało się, że grupa czarnej zwyciężyła zawody w tym miesiącu. Ale kogo to obchodzi. Wygrałam z nią tej nocy.
Ludzie powoli poczęli opuszczać melinę, a mnie zarzymała trójka moich nowch znajomych.
- Jestem Mishi. Miło Cię poznać. Gratuluję, bo pokonać tą czarną sukę to wyczyn. - zaśmiałyśmy się. - dziewczyna miała długie, kręcone, jasno brązowe włosy. Była strasznie urokliwa, lecz sympatycznie wyglądała.
- Ja jestem Diego, a to jest Fredie. - przedstawił się czarnoskóry chłopak, wskazumąc na jego przyjaciela. Wszyscy wydawali się być przyjaźni.
- Cóż, miło mi Was poznać. Jestem Chrisi. - wyciągnęłam dłoń, ale oni z zaskoczenia rzucili się na mnie i zaczęli przytulać. Miły gest.
Spojrzałam w dal sali, gdzie ujrzałam ciemną sylwetkę, przyglądającą się nam. Widać było raczej męskie kształty. Bać się czy to zignorować?
Zignorować.
                                                                ________________
Hejka! :) Pierwszy rozdział za mną haha! Mam nadzieję, że trochę Was zainspirował i będziecie wpadać :) Jakby coś was dręczyło, pytajcie! I zostawcie po sobie ślad miśki, proszę!

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Prologue

Muzyka,Bit, 
Akcja!

Taniec. Każdy ma o nim inne pojęcie. Na samej Wikipedii możemy znaleźć, iż jest to "zespół zjawisk ruchowych będący transformacją ruchów naturalnych, powstający pod wpływem bodźców emocjonalnych, zazwyczaj skoordynowany z muzyką". Ale kto tak na to patrzy? 
Dla niektórych taniec to wiele w jego życiu, a dla innych to po prostu zabawa, którą warto wykorzystać na dyskotekach, festiwalach, koncertach i tego typu wydarzeniach. 
A dla mnie? Dla mnie to coś, czego nie da się wytłumaczyć jasno. Niczym. Taniec trzeba jedynie tańczyć.


Let's dance, put on your red shoes and dance the blues
Let's dance, to the song they're playin' on the radio



Odkąd pamiętam, uwielbiałam oglądać w telewizji te wszystkie kanały i programy, gdzie ludzie włączali muzykę i poruszali się w jej rytm. Jednak nie każdy rodzaj ruchów mi się podobał. 
Zdecydowanie wolałam te bardziej agresywne i szybkie kroki od powolnych i mozolnych układów walca angielskiego czy baletu. W mojej szkole nigdy nie miałam możliwości uczęszczać na zajęcia, które sprzyjały by moim wymaganiom. Chodziłam do bardzo dobrych szkół, co się równa z nauką i staraniem się o porządne oceny i własne zawody taneczne w domu, podczas wolnego czasu. O czym tu mówić, w żadnej szkole, do której chodziłam nie było klubu takiego jak bym potrzebowała. Same nudy i sztywniarstwo. 


Let's sway, while colour lights up your face
Let's sway, sway through the crowd to an empty space



Jeśli chodzi o wspomniane wcześniej szkolnictwo.
Mój ojciec ciągle zmieniał miejsca pracy, przez co ja zmieniałam miejsca nauki. Spokojnie pobyłam w jednej miejscowości dwa miesiące, a potem siup! I już inne miasto. Żeby utrwalić, wymienię wszystkie zakątki, w których się zadomowiłam:
Najpierw był Londyn - rodzinne miasto mamy
Później Liverpool, Bradford, Edynburg, Manchaster, a teraz znów jestem w Londynie.
Dlaczego? Skończyłam niedawno 18 lat, dzięki czemu mogę decydować sama za siebie i nie muszę już wszędzie jeździć z tatą - który przy okazji nie był na początku zadowolony z tego faktu - więc postanowiłam wrócić tutaj, znaleźć pracę i może w końcu jakichś przyjaciół, których nie miałam za dużo ze względu na to, iż bardzo często się przenosiłam, dlatego nie miałam czasu nikogo zapoznać. 
Jednak co najważniejsze: chciałam zacząć brać udział w zajęciach tanecznych. To było moją pasją i to zamierzałam robić najczęściej. 

I tak zaczyna się historia!

Szłam wieczorem uliczkami tego pięknego miejsca, po całym dniu zwiedzania i zakupowania nowych rzeczy do mojej kawalerki, którą tata zgodził się mi ofiarować i pomagać w płaceniu czynszu. Jestem bezpieczna dopóki mam swoje kieszonkowe, dlatego jak najszybciej muszę znaleźć dobrą ofertę pracy. Taniec musi zaczekać. Dziś moje zakupy były jedynie cząstką tego, czego potrzebowałam. Trochę produktów nadających się na zrobienie sobie kanapki o każdej porze dnia, wody mineralne, Coca Cola i oczywiście jakieś słodycze. Musiałam jednakże wstąpić do pewnego sklepu po boski top, którego za nic nie mogłam sobie odpuścić. Do tego wcale nie było drogi. 
Zaczynało się powoli ściemniać, więc zaczęłam wracać w stronę przecznicy przeze mnie zamieszkałej. Ledwo unosiłam te drobiazgi, ponieważ byłam tak niesamowicie zmęczona po podróży, która odbyła się wczoraj. Nawet nie zdążyłam porządnie odpocząć. 
Powieki dosłownie opadały mi na oczy. Nie zważając na to, że nigdy nic dobrego nie dzieje się gdy ktoś idzie skrótami do domu, skręciłam w zaułek prowadzący na krótszy odcinek drogi. 
Wydawało się być spokojnie, ale czułam, że zaraz coś się stanie.
To ja, panikara. Witam.
- Cholera, ktoś idzie! - wzdrygnęłam się na dość głośny szept. Stanęłam w miejscu przestraszona. No wiedziałam, że tak będzie! - Fałszywy alarm. - tym razem głośniejszy ton.
Dalej stałam wryta w asfalt pode mną, nie mogąc się ruszyć. 
- Więc opuszczona melina na 5 alei? Przecież to łatwy cel dla glin. - nabrałam powietrza i zmarszczyłam brwi. 
- Nie pieprz. Taniec to nie takie wielkie przestępstwo. 
- Koleś! To nielegalne pokazy Street Dancu. Cokolwiek jest nielegalne jest złe dla psów, kumasz? Nie mamy pozwolenia na te jatki. Koniec. - Co? Nielegalne pokazy tańca? To jest najbardziej pozbawiona sensu rzecz na całym świecie! 
Melina na 5 alei.
Przechodziłam koło alei. Trzeciej?
Nie, nie, nie. Nie pójdę na nielegalne pokazy tańca. Tym bardziej sama. 
Street Dance.  
Błagam, mózgu zrób coś mądrego, żeby tam nie poszła. 

                                                      __________________________________
                 Hejoszkaaaa! :D
Jeśli przeczytałaś/łeś prolog na tym blogu - skomentuj proszę co myślisz.
To ważne dla mnie!
Jeśli się podoba, mam nadzieję kontynuować te fanfiction bo mam naprawdę wielką ochotę na to!
Tak więc piszcie co myślicie! Enjoy! x

Ps. Fabuła, Kontakt i Bohaterowie w zakładkach!